Posty oznaczone jako ‘metafory’

Krótka Historia Ptasich Przeobrażeń

30 Sierpień 2013

pawi ogonTajemnicza energia ukryta w metaforach i porównaniach pozwala mi poznawać niezbadane głębie form, w które mogę się chwilowo przeistoczyć. Od czasu do czasu, przejściowo i niepewnie, jestem człowiekiem, ale…jeśli wlazłem między wrony, muszę krakać jak i ony. To, z kolei, uprawnia rozmówców do porównania mnie do tego czarnego ptaszyska: ” przestań krakać jak wrona, bo wykraczesz.”. Kruk też kracze, ale nie ma słowa: wykruczyć. Wśród moich książek mam „białego kruka”, ale  wolalbym aby wróble nie świergotały o tym na dachu. Do sprzedawania moich arcydzieł nie założę sp.z ogr.odp., bo mówiły jaskółki, że niedobre są spółki. Nie ufam spólnikom, bo dasz kurzę grzędę, a ona wyżej siędę. Poza tymi cechami charakteru, mam gołębią naturę, kiedyś miałem sokoli wzrok, ale spartolona operacja na zaćmę dała mi kurzą ślepotę i cieszę się, gdy jakieś znalezisko uda mi się jak ślepej kurze ziarnko. Staram się nie być zacietrzewionym bez powodu, ale gdy indyczę się, to znaczy że moja miarka przebrała się i muszę powrócić do normy, tokując jak głuszec. Czasem papuguję kogoś dla zabawy, pozwalam gościom zapuszczać żurawia do moich emejli, a w jesieni mam bocianią ochotę aby odlecieć do cieplych krajów, ale zwykle chowam głowę w piasek jak struś. Chciałbym wstawać o świcie ze skowronkiem, ale że w nocy kląskam słowicze poezje, więc każdego ranka jestem zlekka osowiały. Nadchodzi jesień, powietrze oziębia się i wkrótce wpadnę w empatię z zimorodkiem. Na dobranoc kończę mój łabędzi śpiew, pyszniąc się jak paw.

Tyle Co Kot Napłakał

19 Lipiec 2012

Bóg mi odmówił tej anielskiej miary
Bez której ludzion nie zda się poeta;
Gdybym ją posiadł, świat ubrałbym w czary,
A że jej nie mam, jestem wierszokleta.”
Z. Krasiński

Pewien dostojny profesor  uniwersytetu miał kiedyś wygłosić odczyt. Tytuł był zlekka odstraszający – coś w rodzaju   „Parametry funkcjonalne w użytkowaniu liczb irracjonalnych”, ale dla  żądnych wiedzy  ludzi takie drobnostki nie powinny być przeszkodą. Gdy prelegent pojawił sie wreszcie na podium, w sali wykładowej siedziały trzy osoby.   Pan profesor schował papiery do teczki i spytał z cierpkim uśmiechem:  „Czy państwo grają może w brydża?”

W tym wypadku angielskie powiedzenie, że  ” dwie osoby – to jest towarzystwo, ale trzy osoby – to tłum” nie przekonałoby zawiedzionego prelegenta. Po powrocie do domu, rozczarowany profesor mógł użalić się przed swoją żoną , narzekając że nawet pies z kulawą nogą nie przyszedł na jego odczyt. Natomiast dziennikarz wyraziłby się może bardziej oględnie, donosząc że „sala wykładowa świeciła pustkami” (mimo że światła były pogaszone).  Natomiast któryś z uszczypliwych kolegów profesora puścił w obieg pogłoskę , że „na odczycie starego  XYZeta nie było żywej duszy”, mimo że to był odczyt a nie seans spirytystyczny.

Określanie różnych ilości – osób bądź przedmiotów – umyka często w rejony fantazji gdzie możemy puszczać wodze naszym skłonnościom do przesady lub do mglistych pojęć z pogranicza mądrości ludowej.  Skąd się wzięła np taka dziwna miara jak kocie łzy?  Wiadomo przecież, że tylko krokodyle wylewają łzy którym i tak nikt nie wierzy. „Tyle co kot napłakał”  jest  odrobiną, ale jak się mierzy odrobinę?  Tutaj od razu wpadamy w gęstwinę ździebełek, cząsteczek i maciupeńkich kawałeczków i wciąż nie mamy zielonego pojęcia ile właściwie łez ten kot-mierniczy napłakał.

Jeśli ktoś jest chudy, to podejrzewamy,że je jak wróbelek, chociaż byle pedant  udowodni nam z niezbitą pewnością. że wziąwszy pod uwagę proporcje obu istot, człowieka jedzącego jak wróbel należałoby zaliczyć do obżartuchów.  Okruszyna okruszynie nierówna , nawet jeśli nasz głodomór siada przy stole aby tylko wziąć coś „na ząbek”, to i tak będzie to więcej niż parenaście ziarenek w dzióbku wróbla.

Członkami ciała da sią mierzyć to i owo. Niezbyt precyzyjnie,co prawda, ale oceniamy przecież wiele rzeczy „na oko” i nawet jeśli pomylimy się ” o mały włos”, to  taka „ociupinka” nie będzie miała wielkiego znaczenia. Gdy ktoś nas upewnia, że wziął dla  siebie tyle co „na owinięcie palca”, to od razu nasuwa się pytanie ile razy ten jego paluch został owinięty złotym łańcuszkiem.  Od paluszka łatwo przesunąć się do naparstka w którym, rzecz jasna, nie zmieści się wiele cukru dla sąsiadki, gdy przyszła poprosić o taką właśnie skromną  ilość tego produktu do osłodzenia kawy.

Takie słowne pomniejszanie naszych zakusów na cudze zapasy jest ustalonym przez zwyczaj rytuałem, którego głównym celem jest zapewnienie drugiej osoby, że nie mamy zamiaru opróżnić jej śpiżarni. Ale im bardziej pomniejszamy pożądaną ilość takich bezwrotnych pożyczek sąsiedzkich, tym większe ryzyko, że otrzymamy dokładnie to, o co prosimy. Tak więc lepiej jest  unikać  takich określeń jak „ciut-ciut” albo „na paznokieć”, bo sąsiad skąpiradło może przetłumaczyć sobie takie miniaturowe wymagania na „nic a nic” i odejdziemy z kwitkiem.

Pod paznokciami ukrywa się jeszcze jedna miara z gatunku minimalnych ilości.  „Tyle w tym prawdy, co brudu za paznokciami”, mówi stare przysłowie, które świadczy nieźle o naszym rzekomym zamiłowaniu do robienia sobie manikiuru. Im dłuższe paznokcie, tym łatwiej zbierać pod nimi  ten przedziwny czarnoziem, którego pochodzenie jest jedną z głębszych tajemnic ciągłej walki człowieka z jego otoczeniem. Niskie dochody, nędzna płaca czy  liche zarobki mają swoją własną skalę drobnostkową.  „Za mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć” jest jednym z ironicznych określeń  wynagrodzenia dla wyzyskiwanych przez ten czy inny system robotników-niewolników. Pracują oni za „psie pieniadze” i ledwie potrafią zarobić na „sól do kaszy”. Ta niezbędna przyprawa jest  z pewnością  mierzona na „szczypty” czyli tyle ile da się uszczknąć między dwoma palcami. A gdy się haruje za pół darmo, to nic dziwnego że pod koniec tygodnia nie ma się przy duszy „złamanego grosza”.

„Tyle” określa dowolną ilość, którą można wyrazić jak nam się podoba, używając odpowiednich porównań lub nawet gestów takich jak „figa” czyli – według Małego Słownika – „pięść z kciukiem umieszczonym między palcem wskazującym a środkowym oznaczającym nie, nic z tego.”  Nasza swojska „figa” przybyła do nas rzekomo z Włoch, gdzie tubylcy  mają bogaty słownik takich właśnie gestow za którymi kryją  się różne mniej lub więcej obelżywe powiedzonka.  „Far le fiche” jak francuskie „faire la figue” czy angielskie „it’s not worth a fig” jest starym jak świat wyrażeniem pogardy dla kogoś lub czegoś.Tę figę jednak wyraża się pstryknięciem palców a to ma w polskim znaczenie „funta kłaków warte”. Nasz dosadny gest pokazywania komuś figi miał kiedyś bardziej wulgarne znaczenie, które z czasem utonęło w objęciach Cioci Przyzwoitki. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Łabędzi Śpiew o Ptakach

18 Lipiec 2012

„Spomiędzy kolumn na wód srebra drżące
Poważny, tęskny niby nocy duch
Wypłynął łabędź – w gwiazdy sunie drżące
W gwiazdach, w księżycu śnieżny kapie puch.
 K.Brzozowski
Łabędź dźwiękowo inaczej sprawny (czyli „niemy” w żargonie polityczno-poprawnym) wygląda jak  zgubiona na jeziorze litera „S” w poszukiwaniu reszty alfabetu. „Niemy” jest niezasłużonym epitetem, bo ten gatunek łabędzi jest małomówny raczej niż pozbawiony głosu. Ponieważ jego tchawica jest dość wydłużona, łabędź niemy wydaje zlekka niezdecydowane dźwięki podobne do prychania, syczenia lub ujadania szczeniaków. Nasza skłonność do  tworzenia legend i bajek opartych na mglistej pamięci jakichś pradawnych wydarzeń lub całkowicie wyssanych z palca bajek otoczyła łabędzia aurą tajemniczości  i nawet umieściła go wśród gwiazdozbiorów. „Łabędzi śpiew” umieściliśmy w sferze poetycznych metafor, zaś z „Jeziora Łabędziego” wysnuł Piotr Czajkowski czarodziejskie melodie spowite wokół wirujących baletnic.

Z gołębi zrobiliśmy zwiastunów pokoju noszących w dzióbku gałazkę oliwną, chociaż  wiadomo, że jest to ptak zadziorny, niechlujny, hałaburda który lata po każdym mieście z hałastrą podobnych sobie chuliganów i zanieczyszcza budynki. Jego niezasłużoną reputację zawdzięczamy Noemu który wysłał gołębia na rekonesans nad wodami Potopu. Był to oczywiście gołąb pocztowy – prekursor internetu i poczty emailowej – co nie znaczy, że właściciel Arki był gołębiarzem. Gruchanie gołębie jest, z przyczyn bliżej niewyjaśnionych, uważane za objawy małżeńskiej czułości, chociaż wśród turkawek jest ono często zapowiedzią agresywnych intencji. Gołębie są także odpowiedzialne za bajdurzenie o „ptasim mleku”, które jest rzeczywiście produkowane przez ptaki do karmienia nowo-wyklutych piskląt, ale nie nadaje sie do sprzedaży w supermarketach. Jeśli komuś brakuje tylko ptasiego mleka do szczęścia, to zawsze może sobie kupic parę synogarlic i w ten sposób zaspokoić swoje kaprysy.

„Teraz w bociany nie wierzą nawet pensjonariuszki,” pisała Maria Konopnicka sto lat temu, przez co usiłowała dyskretnie wyjaśnić, że nastolatki przestały wierzyć w matczyne fantazje o długonogich ptakach wrzucających niemowlęta przez komin wprost do oczekującej je kołyski. Bocian jako dostarczyciel dziatwy padł ofiarą krótkowidzów z wyobraźnią, bo z odległości  żaba w jego dziobie rzeczywiście wygląda nieco jak jak wierzgający noworodek. Polska jest wciąż ulubionym krajem dla powracających z Afryki bocianów. Według ornitologów co czwarty bocian europejski urodził się w kraju gdzie rolnictwo organiczne wciąż przeważa, dzięki czemu bociany mają co jeść. Ta sama para bocianów powracająca na stare gniazdo była uwazana za pomyślny omen co było gwarancją ochrony przed bezmyślnym tępieniem ptaków. Transport noworodków byl niewątpliwie jeszcze jednym plusem na ich korzyść.

„Głupia jak gęś” jest nie tylko obraźliwym epitetem wobec kobiet, ale także paszkwilem na niezwykle inteligentnego ptaka. Starożytnym nie przyszłoby do głowy, aby przypisywać gęsiom głupotę. Bardziej czujne na obecność intruzów niż najlepszy pies łańcuchowy, gęsi kapitolinskie ocaliły Rzym przed inwazją Galów, wszczynając straszliwy harmider w świątyni Junony gdzie Rzymianie mieli także mennicę i skarbiec państwa.  Wdzięczni obywatele dołaczyli Monetę, boginię ostrzeżeń i pamięci, do Junony i stąd właśnie przywędrowało słowo moneta, money, monnaie itp.

Gęsi nie należą do bojaźliwych ptaków i potrafią boleśnie uszczypnąć  w łydkę każdego kto im niebacznie wejdzie w drogę. „Gęsia skórka” -ta dziwna reakcja naszej skóry na zimno, przestrach lub spotkanie z ufoludkiem – pozwala nam wczuć się w sytuację oskubanej gęsi, która też jest z pewnością wystraszona brakiem gęsich piór. Gęsi zostały także niesłusznie oskarżone o wprowadzenie kroku paradnego – stylu ceremonialnego maszerowania, które Anglicy nazywają „goose-step” i który został zabroniony w Niemczech po wojnie
z  uwagi na skojarzenia z okresem hitleryzmu. Idąc „gęsiego”, jeden za drugim,  naśladujemy maszerujące stado gęsi co jest jeszcze jednym dowodem wpływu jakie miała indo-europejska „hansa” na dzieje ludzkości.

Ptaki – dzikie i domowe – były od dawna bogatym źródłem przysłów i przenośni opartych na bezpośredniej obserwacji
(„daj kurze grzędę, ona wyżej siędę”) lub na ludowych przesądach ( hukanie sowy jest zwiastunem śmierci ).
Wśród mitycznych  członków ptasiego rodu znajdziemy:
„kaczkę dziennikarską”, która wylęga  się normalnie w okresie tzw kanikuły czyli w sezonie „ogórkowym” (lipiec-sierpień); kiwi, który jest albo owocem albo pastą do czyszczenia obuwia; czajkę, w której Kozacy  pływali po Dniestrze; szarą gęś, która lubi się rządzić oraz gawrona, który zwykle odgrywa rolę fujary.  O sprytnym człowieku mówiono, że jest szpakami karmiony; ze skowronkiem rzekomo wstawali rolnicy, a złotopióra wilga gwizdała zachęcająco: „Zofijo, chodź na piwo!” ; raróg był  tak rzadko widziany w Polsce, że ludzie gapili się na niego i stąd poszło powiedzenie: ” patrzyć na kogoś jak na raroga.”   Nasza mieszczańska znajomość licznych gatunków ptaków ćwierkających, gwiżdżących, śpiewających czy tokujących w naszym kraju, jest stosunkow ograniczona. Podglądanie dzikiego ptactwa wymaga czasu i sporej cierpliwości , nie mówiąc już o koniecznej znajomości ornitologii. Trznadle, potrzeszcze, sójki i ślepowrony, kszyki, żołny, głuszce i derkacze czekają, aby się nam przedstawić.Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass 


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: