Siemanko!

Anglicy pytają troskliwie: „jak jesteś?”. Francuzi i Niemcy chcą wiedzieć jak nam idzie, a Włosi – jak nam się stoi. W Polsce, ten kto ma – posiada (stąd: mienie i ma-jątek), więc pytanie „jak się masz?” nasuwa podejrzenie, że robimy dyskretny wywiad co do stanu finansowego naszego rozmówcy lub, conajmniej, jego doczesnych posiadłości. Pytanie rzadko zmienia swą formę ustaloną wiekowym używaniem i nadużywaniem, ale odpowiedź daje nieco większe pole do popisu.

Nudziarz zacznie od wyliczania swych bieżących dolegliwości, a ten i ów wyrecytuje nawet orzeczenia lekarskie  i diagnozy szpitalne z ostatnich pięciu lat od czasu ostatniego spotkania z  niebacznie ciekawskim znajomym. Ostrożni odpowiadaja „jako tako” z odpowiednim ruchem dłoni ilustrującym chybotliwe koleje losu albo „nie muszę narzekać” , co zostawia im otwartą furtkę do odwrotu w razie gdyby nasz rozmówca chciał wykorzystać naszą pomyślną koniunkturę i poprosić o pożyczkę.

Reakcje  takie jak „okej!” wskazuja na znajomość angielskiego, zaś „oki doki” jest dowodem głębszej wiedzy lingwistycznej i w obu wypadkach może wzbudzić w rozmówcy niezamierzone poczucie niższości. Pedant albo dyplomata rozłoży odpowiedź na odpowiednie nagłówki: „samopoczucie-niezłe; zdrowie- odpukać; żona- po staremu; w pracy – różnie bywa; z pieniędzmi – krucho.”  Dzieci to temat sam w sobie i równoczesnie puszka Pandory, więc lepiej je pominąć w tego rodzaju odpowiedzi, chyba że rozmówca sam wdepnie na to pole minowe.

Młode pokolenie wprowadziło stenograficzne ulepszenia do tej spróchniałej formuły powitania. Zamiast „jak się masz” wynaleźli  „siemano, siemanko ”-  z wieloma wariantami, pozwalającymi na gimnastykowanie młodych mózgów – które sugeruje w pewnym sensie żargon przyszłości bowiem rozbrzmiewa w nim wielojęzyczna mowa Unii Europejskiej. Si, sie, mano,ano, no – niech się schowa Esperanto dr Zamenhofa przed wynalazczością  młodego pokolenia.

*  *   *

Formuła powitalna „co słychać?” wprowadza nas w rejony wywiadu, wścibstwa i ludzkiej ciekawości. Nasza odpowiedź zależy od tego o jaki podsłuch chodzi pytającemu. Jeśli pytanie jest obskubane z wszelkich dodatkowych wyjaśnień co do typu wiadomości, pogłosek czy plotek w których wypytywacz jest zainteresowany, wówczas wystarczy wymowne machnięcie ręką lub zdawkowe „nic nowego”. Tematyczne „co słychać?”  może pojawić się także w formie, którą Wyspiański uwiecznił w jednym z dobrze znanych dialogów „Wesela”:  „Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno?” Czepiec, mądrala z Bronowic, pyta inteligenta miastowego, Dziennikarza który, przyparty do muru, rzuca na wnikliwego Czepca magiczne zaklęcie: „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”. Ten wytrych, którym otwieramy rozmowę z naszymi bliźnimi, odziedziczyliśmy z czasów gdy każda wiadomość była przekazywana z ust do ust i „słyszana”. Wprawdzie dziś także słuchamy o tym co się dzieje na świecie, ale zamiast wędrownych kupców, pielgrzymów  i podróżników mamy supermarket podsłuchiwania w postaci gazet elektronicznych, radia i telewizji satelarnej.

*  *  *

Stopień zażyłości ze spotkaną osoba decyduje wybór formuły powitalnej, chociaż nawet w tym ciasnym zaułku  etykiety towarzyskiej  duże zmiany zaszły od czasów przedwojennych. Gdy elegancka pani  mówi przy spotkaniu „cześć!” mimo że nie nosi munduru wojskowego ani rogatywki koniecznej do przykładania paluszków do daszka, to można byłoby podejrzewać, że feminizm narodził się w koszarach.  Do tej samej sfery powitań z militarnym posmakiem należy słowo „czołem!”, które brzmi nieco lepiej jeśli jest związane ze stopniem wojskowym („czołem, panie majorze!”) niż gdy używamy go witając ukochaną kobietę. „Czołem, mój skarbie!” wprowadza w czułe pozdrowienie niepokojącą nutę musztry lub manewrów na poligonie. Równouprawnienie kobiet i mężczyzn wymazało ze słownictwa takie staroświeckie formuły jak „całuję rączki” pojawiające się czasem w jednym zaprzęgu z  „padaniem do nóżek”. Ani całowanie damskich dłoni ani rzucanie się do stóp nie są absolutnie konieczne tam gdzie tego rodzaju niezbyt higieniczne lub przesadne powitania/pożegnania dadzą się zastąpić namiastką słowną. Zdejmowanie kapelusza też nie jest konieczne jeśli „kłaniam się” pozwala na zatrzymanie nakrycia głowy, zamiast jej obnażania. Obcojęzyczne formuły powitalno/pożegnaniowe wcisnęły się do naszej mowy w ślad za wędrownymi cudzoziemcami.

Najstarszym zwrotem jest chyba popularny do dziś w szkołach łaciński  „serwus” który przybył do nas prawdopodobnie z bakałarzami – zakonnikami z uniwersytetów włoskich lub niemieckich. Francuskim guwernantkom zawdzięczamy „adieu”, zbyt literackie aby osiedlić się w potocznej mowie. Z nowszych nabytków włoskie „ciao” jest dość popularne wśród młodych japesów, może dlatego że dźwiękowo przypomina swoiste „ciało”. Nagminnie używane anglosaskie „hi” zaklimatyzowało się w polskim „hej” które brzmi jednak bardziej zaczepnie niż jego cudzoziemski wzorzec.

W moich młodych latach jedynym pozdrowienie jakie słyszało sie na wsi  było „niech będzie pochwalony…” często skrócone do „pochwalony…”. Odpowiedzi na tę religijną formułę różniły się od „…i Maryja Matka Jego” do burkniętego pod nosem „Amen” albo „…pochwalony”. Tradycyjnym pozdrowieniem żniwiarzy było kiedyś staropolskie „Szczęść Boże!” na które odpowiadali oni zgodnym chórem „Bóg zapłać!”. Dziś oczywiście trudno byłoby przekrzykiwać jazgor kombajnów tym pięknym zwrotem, o którym Cyprian Norwid  pisał:
Nim  zaś z czuciem Haroldowem
Cisnę się w to groźne morze
Pożegnajcież starym słowem:
„Szczęść ci, Boże!…”
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: