Słowa, Słowiki i Bajki

Mów do mnie jeszcze…Ludzie nas nie słyszą,
słowa twe dziwnie poją i kołyszą
Jak kwiatem, każdym słowem twym się pieszczę
Mów do mnie jeszcze

Kazimierz Tetmajer

Kojące słowa słyszymy po raz pierwszy w kołysce. Śpiew matczyny, kołysanka która usypia i łzy dziecięce osusza są najlepszym dowodem potęgi słów. Energią, która nadaje im siłę są nasze uczucia. Miłość matki dla dziecka potrafi uśmierzyć każdy ból, ale każdy z nas wie także z własnego doświadczenia, że gniew, nienawiść czy choćby tylko obojętność mogą zadać głębokie i trudne do zagojenia rany.

„Słówko wróblem wyleci, a powraca wołem” ostrzega stare przysłowie, które zapewne narodziło się z wielowiekowej obserwacji szkód jakie zawsze czyhały na końcu ludzkiego języka. Polszczyzna, jak mało który język , obfituje także w słowa pieszczotliwe, zdrobnienia które łagodzą chropawość niebacznej mowy. Wulgarna nagana „nie bądź świnią” brzmi lepiej gdy stopniowo zmienimy świnię na świnkę, świntuszka lub, w ostateczności, na świntusia. Z takim wyborem słówek nawet „skończone bydlę” da się magicznie przekształcić w potulne „bydlątko”. To właśnie pieszczotliwe bogactwo naszego języka jest, być może, naturalną antydotą na językowego wirusa PC (political correctness czyli poprawność polityczna), który pustoszy mowę Anglosasów.

* * *
Nie ma zgody wśród lingwistów co do pochodzenia nazwy „Słowianin”, ale logika nazewnictwa wskazuje na „słowo, słowić” jako jej oryginalne źródło. Ten, kogo mowa była zrozumiała z jego słów był Słowianinem; inni byli uważani za „niemych — Niemców”. W języku Gotów słowo „slavan” znaczyło „milczeć”,więc odpłacając się pięknym za nadobne
Teutoni przezwali nas „Sklavami” czyli „milczkami”. Ponieważ postawni i dorodni, jasnowłosi Słowianie cieszyli się dużym popytem na rynkach niewolników w Grecji i Rzymie, więc z biegiem czasu Sklav/Słowianin stał się synonimem „niewolnika” (łac. sclavus).

Etymologia ludowa podszeptuje nam, że tak wielokrotnie opisywany przez poetów „słowik” też powinien być spokrewniony ze słowiańskim „słowem”. Zwłaszcza, że jego nocne trele rozbrzmiewają zwykle w skojarzeniach z miłosnymi uniesieniami lub co najmniej z romantycznymi spotkaniami kochanków w zacisznej altanie.

Spojrzyj: słowik
na każdym czubku drzew
znika
podlatując w jednowymiarowość
i najdźwięczniej, i najbezimmieniej
w ciszę.
„Kocham” – słyszę.
Julian Przyboś

Niestety, „słowik” wziął swą nazwę od jakiegoś pierwotnego słowa (sołw-), które przechowało się w rosyjskim „sołowieju” jak i w angielskim słowie „sallow” na określenie blado-żółtawego koloru, którym odznacza się jedynie podbrzusze słowicze. Jako natchnienie poetów, słowicze koncerty mają jednak z pewnością wiele wspólnego ze słowami.

* * *
Dawno temu słowo człowieka miało dużą moralną wartość, której ślady można jeszcze dostrzec w takich wyrażeniach jak ” wierzę ci na słowo” czy „daję ci moje słowo…” Złamanie słowa było kiedyś równoznaczne z oszustwem i utratą honoru, ale takie dżentelmeńskie cnoty uległy ogólnej dewaluacji w miarę jak autorytety różnej maści zaczęły manipulować słowami, przekręcać ich znaczenie i cynicznie łamać przyrzeczenia składane uroczyście w formułach uświęconych wiekowym zwyczajem.

Taki na pozór błahy zwrot mowy jak „święte słowa” kryje w sobie echa prastarych wierzeń dotyczących znaczenia dźwięków mowy ludzkiej. W starożytnej Sparcie prawa wprowadzone przez króla Likurga były zwane „retraj- retry” czyli „powiedzenia” albo „słowa” (greckie: rhetra, słowo) które zgodnie z legenda Likurg otrzymał od wyroczni pytyjskiej w formie przykazań bogów olimpijskich.

Etymologicznie „mowa” wywodzi się z proto-słowiańskiego rdzenia „*mŭlwa-„, który przeszedł różne metamorfozy dźwiękowe i znaczeniowe zanim stał się określeniem potoku słów produkowanych przey nasze narządy głosowe. Cerkiewne słowo „młwa” było synonimem „burzliwego zgiełku” i tak widocznie rozumiano obracanie językiem nie tylko wśród szczepów słowiańskich, ale także u wielu innych pierwotnych ludów. „Goworit'” miło pierwotnie znaczenie robienia wrzawy, zaś łacińskie „loquor, mówić” Rzymianie wzięli z greckiego „laskoo – hałasować, wyć”.

Ponieważ wiersze nazywamy metaforycznie „mową wiązana” można przypuszczać, że dopiero gęślarzom, bardom i minstrelom udało się wkońcu ujarzmić ten niesforny hałas dźwięków, do którego są zdolne nasze organy głosowe. Przenośnie dotyczące wielogodzinnej czynności brzdąkania na naszych strunach głosowych rzucają podejrzenie, że ten instrument nie jest naszą wyłączną własnością.

Gdy „coś” nam mówi, że zabawa się źle skończy, nie zastanawiamy się nawet kim lub czym jest to elokwentne „coś”. Uczucia znane są ze swej gadatliwości i potrafią nawet przemawiać ( ” jej oczy mówiły mu, że go kocha”;” naga ambicja przemawiała z całej jego postawy” itp). Nieco zaskakujące jest także metaforyczne przypisywanie umiejętności rozmawiania takim bezkształtnym pojęciom jak wydarzenia, wypadki, zbiegi okoliczności które zwykle „mówią same za siebie”.

Magię słów, spłowiałą w naszej materialistycznej codzienności, można jeszcze odgrzebać w zapomnianych złożach etymologicznych. Z prasłowa „*ba- mówić” powstały słowiańskie „bajati, bajać”, które mają podwójne znaczenie „gadania” i „czarowania”, „zamawiania” chorób itp. Do tego samego pnia językowego należy także łacińska „fabula, opowiadanie, fabuła”, niemiecki „Bann, rozkaz”, hiszpańskie „hablar, mówić” i francuskie „parler, opowiadac parabole”.
Wreszcie łotewskie „runāt, mówić” jest spokrewnione ze słowem „runy”, które znaczyło tyle co „sekret” chociaż było także nazwą tajemniczego pisma Wikingów. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: