Strachy na Lachy

Lengyel, Magyar dwa bratanki
I do szabli i do szklanki

Na Węgrzech jesteśmy znani jako Lendziele, na Rusi jako Lachy
a wśród innych ludów jako Lechici. Mickiewicz wprawdzie wykrzykiwał nostalgicznie „Litwo! ojczyzno moja..” ale jego budrysi litewscy mówili widocznie po białorusku, bo nazywali Polki „Laszkami”. Prawdziwy Litwin mówiłby o Polaku – „Lenkas”.
Polanie – najsilniejszy szczep między Bugiem i Odrą-narzucili swoją nazwę reszcie plemion słowiańskich. Na wschód od Bugu mieszkańcy tych obszarów otrzymali swe miano od nigdy nie używanego słowa „lęch” z prasłowia „lęda”, którym nazywano „ziemię nieuprawną” lub „ziemię przygotowaną na zasiew”. W Beskidach górale nazywają Lachami mieszkańców równin małopolskich, więc istnieją domysły, że w czasach przedhistorycznych zamieszkiwał te ziemie jakiś szczep z plemienia Wiślan, po którym pozostało tylko jego przezwisko – „ludzie którzy mozolą się orką na ugorach”. Jakoś to mi pasuje.

Aleksander Brueckner, ktory w swych wędrówkach językowych lubił zapuszczać się czasem w grzęzawiska etymologii sugerował nawet, że nazwa Lach mogła powstać od rosyjskiego „ljad” – „czort” („idi k ljadu” – idź do diabła) albo od „lędźwi” bo w rosyjskim istnieje skrót „laszka” od „ladwieje”(lędźwie). Jeśli pójdziemy dalej tą ścieżką wywodów, to nawet powiedzenie „strachy na Lachy” można byłoby od biedy połączyć z jakimiś lechickimi czarnoksiężnikami. .

Polanie zamieszkiwali pierwotnie dorzecze środkowej Warty i Noteci i tam powstały pierwsze podwaliny silnej organizacji plemiennej, skupionej w Gnieźnie i na Ostrowie Lednickim. Romantyczne kojarzenie Polan z uprawą roli i łanów żyta musiało narodzić się w dużo późniejszym okresie naszej historii, gdy Słowianie „polowali” na zwierzynę w puszczach , a ich osiedla mieściły się na „polanach” czyli na otwartych wyrębach lasów. Słowo „Polak” i „Polska” powstały dość późno, o czym świadczą określenia naszej narodowości w językach sąsiadów: niem. Polen, franc. Pologne czy choćby zlekka przekręcony arabski Buloni.

Gdyby losy innych plemion słowiańskich potoczyły się tak pomyślnie jak to udało się Polanom, to dziś Wiślanie i Wiślanki przechadzałyby się może po ulicach nadwiślanskich miast. Wiele nazw plemiennych zachowało się do naszych czasów, ale więcej chyba zaginęło bezpowrotnie. Drzewianie roztopili się bez śladu w potopie otaczającej ich niemczyzny. Mieszkali oni od dawien dawna na lewym brzegu Łaby na tzw Pustaci Luneburskiej (gdzie były bogate złoża soli), odcięci od innych plemion słowiańskich, ale trwający uporczywie w swym prasłowiańskim narzeczu aż do początków 18-go wieku., gdy zostało utrwalone „dzięki słowniczkom spisanym w ostatnich chwilach jego istnienia przez kilku miłośników ludowej kultury” – jak pisze prof. Lehr-Spławiński.

Goplanie zostawili po sobie tylko nazwę jeziora Gopła, chociaż Juliusz Słowacki uwiecznił ich imię w zwodniczej nimfie królującej nad jeziorem i uwodzącej głupkowatego parobka Grabca. O Lędzianami sandomierskich i nadwieprzańskich też rzadko się słyszy, bo ich Polanie właczyli w swoje domeny książęce. Przypadki historyczne chodzą po świecie i rozdają nazwy narodów bez ładu i składu, nieraz kapryśnie obdarzając zwycięzców mianem zwyciężonych. Anglia bez Anglów,Bretania bez Brytyjczyków czy Prusy bez ich dawnych, wyrżniętych w pień Prusaków są przykładem takich zamrożonych językowo dziwolągów nazewniczych. Gdyby Polanie podbili Dziadoszanów i przyjęli ich miano na cały kraj to dziś bylibyśmy obywatelami Dziadoszni. Na szczęście, Nemesis historyczno-lingwistyczna czuwała nad naszymi polami i polanami i mamy dzis Polskę. Stare nazwy plemienne zachowały się oczywiście w różnych częściach kraju. Pomorzanie wciąż żyją w zasięgu słonych podmuchów morza, ale ich pobratymcy Kaszubi od wieków trzymają się wybrzeża Bałtyku. Język kaszubski należy wprawdzie do rodziny słowiańskiej, ale nie jest – jak błędnie kiedyś twierdzono – dialektyczną odmianą polszczyzny. Co się stało z Wolinianami, Pyrzyczaniami, Liczykawicami i Słowińcami, których plemiona zamieszkiwały kiedyś cały obszar między Odrą i Wartą? Tu i tam zostawili po sobie ślady w nazwach wiosek, osiedli, wysepek i strumieni; ich narzecza z pewnością wzbogaciły naszą polszczyznę chociaż wiele słów utonęło w potokach codziennej mowy.

Poczucie odrębności plemiennej wciąż budzi się tu i tam, nawet jeśli mieszkańcy jakiejś okolicy są zlepkiem tubylców i wielu warstw migracyjnych. Nie tak dawno różne lokalne „plemiona” w Polsce walczyły zaciekle w Bitwie Województw, gdy klan bezdusznych gryzipiórków rzucił się do dzielenia łanów polańskich
na nowe tereny administracyjne. Od razu wylazły z ciemnych zakamarków szczepowych stare wendety, lokalne szowinizmy i zapomniane od czasów króla Ćwieczka stereotypy regionalne.
Zresztą przynależność do tej czy innej grupy i jej „posiołka” jest często ścieśnione do ulicy, osiedla czy nawet bloku mieszkaniowego. Solidarność narodziła sie badź cobadź na terytorium jednej stoczni w dzielnicy jednego miasta.

Uchylmy czoła przed wyrokiem Historii w podzięce za plemie Polanów i jego podboje, bo gdyby zwyciężyli Weleci, Wendowie albo, Boże zachowaj, pohańscy Jadźwingowie, to nasz kraj byłby dziś na samym końcu kolejki kandydatów do Wspólnoty Europejskiej. A czy to byłoby błogosławieństwem czy klątwą zależy, rzecz jasna, od pogladów naszego prywatnego zaścianka.
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: