Wielką Literą – z Małym Szacunkiem

„Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą.
Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą
Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo;
Bo taka grzeczność modna zda mi się kupiecka,
Ale nie staropolska ani też szlachecka.”
A. Mickiewicz: Pan Tadeusz

Litery są neutralne, politycznie niezaangażowane, bezwyznaniowe. Można z nich uskładać modlitwę lub bluźnierstwa, poematy obok graffitów, piękne powieści jak i teksty pisane zawiłym szyfrem naukowców. Ściśle mówiąc, to czy jakieś słowo jest pisane wielką czy małą literą nie zmienia jej brzmienia ale, zgodnie z ustalonymi regułami ortografii, od wielkich liter zaczynamy zdanie po kropce
a czasem także po dwukropku, znaku zapytania i wykrzykniku.
Imiona własne, nazwy, tytuły itp piszemy zwykle od dużej litery, ale tutaj także znajdują się liczne wyjątki, bo na żonglowanie wielkością ma potężny wpływ tradycja, uczucia, grzeczność oraz, jak to można dostrzec w cytowanym na wstępie fragmencie wiersza, styl graficzny który zezwala poetom na zaczynanie każdej linijki poematu od wielkiej litery, bez względu na interpunkcję.

Wątpię czy ktokolwiek mógłby dziś uzasadnić logikę używania wielkości litery do mierzenia zawartości uczuciowej słowa lub wyrażania nim szacunku albo pogardy dla odbiorców naszego słoworóbstwa. Częste kłótnie na tym tle wybuchają na polskich listach dyskusyjnych, głównie dlatego, że nasze dyrektywy ortograficzne są niesłychanie mgliste, skomplikowane i najeżone kolczastymi wyjątkami. Wiadomo, że Bóg piszemy od wielkiej litery, aby okazać nasz szacunek., ale w powiedzeniu „skaranie boskie” albo „wola boża” ortografia nie domaga się pisania drugiego człona dużym „B”; być może wyrażenia te odnoszą się do bogów pogańskich, którym okazujemy brak poważania za pomocą małej litery. Nie zapominajmy jednak, że Afrodyta, Światowid i Lucyfer mają prawo do wielkiej litery, chociaż nie ze względów czołobitnych.

Obsadki z baterią stalówek, wieczne pióra i wreszcie długopisy
należą dziś do gatunku zagrożonych całkowitą zagładą przyrządów do pisania listów. Ich wrogiem jest klawiatura komputerowa (dawniej: maszyna do pisania), która narzuciła już własne reguły ortograficzne w korespondencji elektronicznej alias „emejlach”. Tak np pisanie dużą literą zaimków osobistych (Ty, Ciebie, Twój itp) stopniowo zanika w listownych wymianach internetowych, zwłaszcza wśród młodszych komputerowców. Polskie formuły grzecznościowe – Pan i Pani – zataczają się jak pijane widma wśród niewybrednych obelg i chamskich epitetów. Ale siła przyzwyczajenia jest tak głęboko zakorzeniona, że list pełen inwektyw kończy się niekiedy stereotypowym: ” pozostaję z wyrazami szacunku” lub nawet „pozdrawiam”.
Czy w radzie, czy w swadzie
Opinie Rady Języka Polskiego pozwalają nam zetknąć się z niektórymi okrutnymi przemianami, jakimi uległa w ostatnim półwieczu nasza piękna mowa. Zaniepokojeni obywatele piszą do tego zacnego zgromadzenia znawców polszczyzny, prosząc o wyjaśnienie znaczenia słów, którymi napastują ich uszy gazety, telewizja, urzędnicy i szalikowcy. Puryści domagają się od tej stosunkowo bezsilnej ekipy akademików, aby natychmiast zakazali używania przez rzesze obcych słów hasających bezkarnie po wolnorynkowych bezdrożach. Domorośli słoworóbcy przesyłają swoje fantazje językowe, proponując zastąpienie czystą (?) polszczyzną takich dawno zadomowionych w codziennej mowie słów jak weekend. Z cierpliwością iście anielską pani sekretarz Rady lub jej przewodniczący wyjaśniają ich punkt widzenia, podkreślając wielokrotnie, że rola RJP jest ograniczona do wyrażania opinii „… o używaniu języka polskiego w działalności publicznej i obrocie prawnym oraz ustalanie zasad ortografii i interpunkcji języka polskiego (art. 12 Ustawy o języku polskim).
” Każdy kto ma istotne wątpliwości dotyczące użycia języka polskiego w tym zakresie, może zasięgnąć opinii Rady” informuje nas Prezydium RPJ,dodając, że udziela ona także ” opinii co do odpowiedniej formy językowej dla oznaczenia towarów lub usług. Rada nie może niczego nakazać (z wyjątkiem ortografii i interpunkcji) może tylko wydawać zalecenia i opinie.” Na propozycję zastąpienia angielskiego „weekendu” jednym z trzech proponowanych przez anonimowego purystę nowotworów („sobniedziela”, „sobniedź” lub „kontyg”), Rada uparła się przy pozostawieniu weekendu w spokoju, głównie dlatego, że wkradł się
do mowy rodaków w latach powojennych, a więc pod prąd rusyfikowania naszej terminologii. Pomysły „purysty” – jak zauważył przewodniczący RPJ – były urobione na modelu sowieckiej „gwary partyjnej” (socrealizm, politbiuro, gensek itp), obcej zasadom słoworóbstwa polskiego. Idąc w przeciwnym kierunku Rada, całkiem słusznie, uznała, że krzewiący się jak chwast w kołach prawników, ekonomistów i biznesmanów, angielski „leasing” (wym.lizing) nie ma uzasadnienia w języku polskim, gdzie istnieje jego całkowicie wystarczający odpowiednik „dzierżawa, wynajem”. Początkowo używany w ściśle ograniczonym znaczeniu wynajmu „maszyn , środków transportu i nieruchomości”, lizing (albo czasem nawet lizink) można dziś znaleźć nawet w ogłoszeniach agencji specjalizujących się w dostawie niewolników biurowych („staff leasing”).
Wprawdzie dzierżawa też nie może poszczycić się czysto słowiańskim rodowodem, ale jej korzenie sięgają tak głęboko w przeszłość, że można ją uważać za tubylca. Łagodne ostrzeżenia
strażników nieskalanej polszczyzny spotkają się , niestety, z mniej więcej takim samym powodzeniem jak eksperyment króla Kanuta Wielkiego z powstrzymaniem przypływu morza.
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: