Zielone Pojęcia

A sęki i gałęzie, i liście przez liście
Działy się zieleniście, bardzo zieleniście”
B.Leśmian

Poecie wolno używac zielenistych słów, bo ma pojęcie o czym pisze. Co innego my, prozaiczni ludzie szarej rzeczywistości. My nie mamy zielonego pojęcia o tym co kiełkuje w poetycznej wyobraźni. Skąd się wzięło w naszej potocznej mowie to wyrażenie – „zielone pojęcie” ?  Pamięć lat dziecinnych podszeptuje  mi jedną ludowo-etymologiczną możliwość: gra w zielone! Łezka się w oku kręci nostalgicznie, gdy przypominam sobie jak to bywało:
— Grasz w zielone? — Gram.
— Masz zielone?– Mam.
Ale za trzymanie tych zielonych dowodów po kieszeniach można było oberwać po uchu od mamusi nieczułej na te ważne rozgrywki szkolne. „Ty nie masz  zielonego pojęcia, synku, ile ja mam roboty z tymi spodenkami poplamionymi twoim zielonem”, mawiała zdesperowana rodzicielka. Nostalgiczna etymologia która, muszę przyznać, jest niestety  mało prawdopodobna. „Zielony” ma  wiele znaczeń. W tym wypadku nasza przemyślna wytwórnia  skojarzeń połączyła kolor niedojrzałości  z  pojęciem, którego siedzibą jest pojemnik zwany głową. Czasownik „pojąć, pojmować” i pochodny rzeczownik „pojęcie” należą do szeroko rozgałęzionej rodziny trącącego dziś myszką starego slowa „jąć (się)”, którego początki giną w starohinduskim „jamati” – „dzierży”. „Imać” było jedną z wielu form tego pleniącego się jak pokrzywy słówka, które widzimy dziś w takich złożeniach jak: najemnik, ujemny, przyjemny, zajęty, wzajemny, mieć i dziesiątki innych słów. W tak zachwaszczonym polu nie trudno znaleźć różne dziwolągi znaczeniowe.

Weźmy np bogate w znaczenia słowo: „ująć”. W celu ujęcia się pod boki należy rozczapierzyć obie dłonie w taki sposób, aby kciuki znalazły się na zapleczu naszej kibici, zaś pozostałe palce na przodzie, tak że łokcie wystają  równolegle do boków pod kątem 45 stopni. Anglicy nazywają coś takiego: akimbo – co brzmi jak  afrykańska klątwa. Ujęcie się pod boki jest bezsłownym wyrażeniem  wielu ukrytych znaczeń — od  podkreślenia swej buty („Twardowski siadł w końcu stoła, ujął się w boki jak basza”) do gestu dumy („ojciec ujął się pod boki, patrząc z uśmiechem na swe czupurne dzieci”). Bardziej surowy ojciec mógłby ująć niesforną dziatwę w  garść. Jeśli była ich gromada, wówczas  karby, ryzy albo kluby byłyby bardziej odpowiednim  narzędziem dyscypliny. W dawnych czasach, „karbowy” był nadzorcą najemnych robotników rolnych, który „karbował” czyli rejestrował ich pracę  kreskami wyciętymi na kiju. Jeśli okładał nim także leniwych parobków, wówczas  dziedzic chwalił go za to, że trzyma żniwiarzy w karbach. Dla robotników taki satrapa nie był oczywiście człowiekiem z ujmującym charakterem , ale taka opinia nie przynosiła ujmy jego zdolnościom menażerskim. Z drugiej strony, gdy dobrotliwa dziedziczka ujęła się za pokrzywdzonymi najemnikami, jej słowa tak mogły ująć karbowego za serce, że zmienil swe ujemne metody na bardziej dodatnie formy współpracy.

Dopiero w takim celowo przesadnym ujęciu wielu znaczeń jednego słowa  da sie zauważyć głębię trudności w jakiej może utonąć każdy niebaczny cudzoziemiec, który popłynie beztrosko na niepojętej fali  „jąć”. Jakże mu wytłumaczyć, że np „pojąć za żonę” nie znaczy że od momentu wyjścia zamąż obowiązek myślenia czyli pojmowania za dwoje spada na mężczyzn. bo  kobiety i pojęcie nie idą w parze. Wprawdzie to pojęcie „chwytania” kobiet  w celu zawiązania węzłów małżeńskich jest dziś rzadko używane w potocznej mowie, ale można natknąć się na nie w książkach. Niemal każdy zlepek starego „jąć” z tym czy innym  przedrostkiem  wpuszcza cudzoziemca w maliny. Za jednym krzakiem malinowym czyha  na niego „zdjąć” , a za innym równie zdradliwe „przejąć”. Przerażony badacz zakamarków polszczyzny wlepia oczy w takie zdania jak ” gdy pozbyła się ubrania, zdjął ją wstyd”  i zastanawia  się czy mógłby postawić to zdanie do góry nogami, pisząc ” gdy zdjęła ubranie, pozbyła się wstydu”.
Ten i ów potomek rodziny prasłowiańskiego „jem-ti” odbiegł już tak daleko od swych początków, że dziś tylko z trudem można  rozpoznać w nim jego plemienne pochodzenie. Nasz prawotwórczy  „Sejm” powstał z dawnego słowa „sjem” – zebrać się, ale  wybrańcy głosującego ludu zapewne nie  mają  o tym zielonego  pojęcia; co nie przeszkadza im w językoznawczych debatach nad czystością naszej mowy . Muzułmanie mają w słowniku czysto polskie słowo „imam- trzymam” którym nazywają  swych duchownych, ale które po arabsku oznacza kogoś kto prowadzi – w tym wypadku: modlitwy w meczecie. Nasze swojskie „imadło” nie ma żadnego związku z recytowaniem Koranu.

Innym odmieńcem „jem-tiego” jest „jeniec” czyli człowiek ujęty w bitwie, być może trzaśnięty w łeb „ręko-jeścią” miecza. Po rozejmie (jeszcze jeden zabłąkany potomek „imania”) jeniec pewnie kłamał jak „na-jęty” o swoich przygodach aż wreszcie słuchaczom „zobo-jętniało” jego bajdurzenie. Na koniec została nam tylko jedna zabłąkana efemeryda, trzepocząca sie nad szuwarami w  gorączkowym poszukiwaniu  jednodniowej miłości – jętka. Może to o niej właśnie myślał  poeta Leopold Staff, pisząc:
Chce cieszyć się przez jeden dzień,
Lecz dzień najdłuższy w roku
I smucić się przez jeden dzień
Lecz dzień najkrótszy w roku.”
Opublikowane w londyńskim Dzienniku Polski i Dzielniku Żołnierza. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: