Podziomek i Podrzutki Ufoludków

Czy to bajka czy nie bajka
Myślcie sobie jak tam chcecie
A ja przecież wam powiadam
Krasnoludki  są na świecie…”
Maria Konopnicka, która była za pan brat z krasnoludkami, z pewnością  napisałaby także historię ufoludków gdyby zaistniały one w jej czasach.  Jej książka „O sierotce Marysi i o krasnoludkach” zawiera zalążki tych elementów które, powędrowawszy w nasze czasy, wkradły się tylnymi drzwiami we współczesną ufologię.  W opowieści Konopnickiej, krasnale to porywacze dzieci  na wzór podejrzewanych o podobne wybryki ufoludów z filmu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”.  Złośliwe skrzaty pani Marii zabawiały się także podrzucaniem w miejsce porwanego dzieciaka swojego „kukułczego jaja”  w postaci zgłodniałego Podziomka. Czy załogi ufoludków (czyli „latających spodeczków”)  także zostawiają wśród nas  takich  podrzutków z  gwiazdozbioru Andromedy jest pytaniem dla takich specjalistów jak  Fox Mulder i Dana Scully z serialu „X-Files”.?

Pomoc językoznawców w rozszyfrowaniu zarówno ufoludków, jak i zwykłych istot ziemskich  jest  jednak niezbędna bo nic tak nie zdradza prawdziwej natury każdej istoty jak przenośnie i porównania, którymi same siebie określają lub które powstają w naszej wyobraźni gdy obserwujemy ich zachowanie.

Słoneczny uśmiech czy zachmurzona twarz  mogą  wprawdzie zdradzać zawodowe grymasy meteorologa, które każdy z nas ma okazję zaobserwować codziennie na telewizorku, ale takie pochopne diagnozy powinny być potwierdzone nieco szerszym zespołem objawów metaforycznych.  Błyskawiczne decyzje mogą np. kryć za sobą  osobę o temperamencie generała lub prezesa  wielkiego koncernu przemysłowego raczej niż targanego wątpliwościami tłumacza ciśnień, wiatrów i  niżów.   Do ciskania gromów też nie trzeba być koniecznie licencjowanym przez Zeusa gromowładcą , bo do takich wyczynów zdolny jest prawie każdy zirytowany ojciec rodziny.  Ani wodniste oczy ani falująca pierś nie są dostatecznie przekonywującym  dowodem, że osoba spotkana na brzegu rzeki jest wodnikiem lub syreną, tak jak nie każdy kto pieni się pływając w morzu musi być bałwanem.  Ale przenośnie wypływające z elementu wodnego często dają nam kluczyk do tajemnic osobowości innego człowieka  albo istoty z  pozaziemskich rejonów. Jeśli ktoś sprawia wrażenie, że jest w gorącej wodzie kąpany, to na pewno gniew gotuje się w nim, złość kipi  a słowa wychodzą z jego gardzieli jako bulgot.

Płacz jest niewątpliwie jednym z nielicznych sprawdzianów naszej czysto ludzkie, wodnej natury, chociaż krokodyle mają na ten temat nieco inne zdanie. Wieszcz Adam polewał łzami rzęsistymi  swoje „dzieciństwo sielskie, anielskie”  a potem na dobrą miarę dorzucił jeszcze  swoją młodość oraz  „wiek męski, wiek klęski”. Potoki i strumienie tej dziwnego płynu  spływają z oczu  po ludzkich policzkach i wpadają prawdopodobnie do „morza łez” na jedynej planecie zwanej w broszurach turystyki kosmicznej jako „padól płaczu”. Łzom  dałoby się poświęcić wiele stron, bo rzadko który pisarz – prozaik czy poeta – potrafił oprzeć się pokusie opisywania swoich własnych lub cudzych wodotrysków ocznych.

Kornel Ujejski zauważył jednak , że naszą skłonność do wylewania łez  próbujemy równoważyć  szczerzeniem zębów:
Jest jakaś szalona o dwu strunach lira
Gdy jedna wciąż płacze, a druga się śmieje
Tym sprzecznym uczuciom jak uczynić zadość?
Płakać jest słabością  – śmiać się często grzechem
Innym sposobem powetowania sobie za łzawe bytowanie jest, oczywiście, ognisty temperament, podsycany żarem miłości i objawiający się w płomiennych spojrzeniach lub zapalczywej działalności , mającej na celu rozpalenie równie gorących  uczuć w drugiej osobie.  Metafory, jak kwiaty w domu, upiększaja naszą mowę, ale lepiej nie obskubywać ich  z tych iluzorycznych znaczeń, bo  w swej dosłownej nagości  ukazują cały nonsens  takich słownych mezaliansów.

Zapalczywy człowiek ani nie przypomina swym wyglądem zapałki ani nie nosi śladów poparzenia.  Kłęby  pary nie unoszą się z czubka głowy , gdy złość kipi w naszym emocjonalnym samowarze.  Nabijanie kogoś w butelkę nie wymaga uprzedniej miniaturyzacji wybranej ofiary, zaś walka o stołki wymaga często przystawiania komuś stołka.   Takich przykładów możnaby mnożyć bez liku, ale na szczęście język potrafi wyślizgnąć się z tych pułapek  przez automatyczne wyłączanie logiki w momencie, gdy pojawia się w naszym mózgu jakaś metafora.

Czy wszystkie stwory pozaziemskie potrafiły rozszyfrować  tajemnicę naszej alchemii metaforycznej, tego nie wiemy.  Co prawda, błędne ogniki robią wrażenie istot, które nie zrozumiały co to znaczy „zapaleniec” i może dlatego  skazane zostały na wieczyste błąkanie się nad moczarami.  Jeśli załogi latających spodeczków studiują nasze słowniki, to można sobie wyobrazić  jakie metamorfozy czyhają na ich mniej rozgarniętych członków gdy zaplączą się w sieć metaforycznych splotów.  Kto wie kto kryje się w głąbach kapuścianych albo pod ksywą podejrzanie nazwanych ziół i plechowców knuje zagładę ludzików ziemskich.  Dreszcz przebiega po krzyżu na samo brzmienie takich zakamuflowanych ufoludkow jak Czartopłoch, Kokornak , Wrotycz  i Ciemiężyca.  W razie spotkania z takimi zaklętymi w metafory istotami, najlepiej jest udawać, że ich nie znamy – nawet z widzenia.
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: