Pozory Często Mylą

Myślałem, powiada, że to jakiś wyskrobek, że to, powiada, pokurcz, a to, powiada, junak pierwszej wody…”
H. Sienkiewicz: Ogniem i Mieczem

W kołczanie epitetów, które trzymamy w pogotowiu  na spotkania z naszymu bliźnimi, jest wiązka mniej lub więcej barwnych słów  do określania ich zewnetrznego wyglądu. Jeden rzut oka  na drugą osobę wystarczy aby ją z grubsza  ocenić w centymetrach i kilogramach – wysoki, niski, średniego wzrostu, chuda, szczupły, otyła, tęgi.  Ale to są tylko ramki,w które później można oprawić kolorowe obrazy i czarnym węglem szkicowane karykatury codziennie spotykanych typów ludzkich.

Każdy wysoki jak tyczka do grochu mężczyzna to oczywiście drągal lub dryblas, chociaż obydwa epitety nadają się także do wybujałych wyrostków, których ręce i nogi przestały się porozumiewać i toczą ze sobą bezustanne potyczki i potknięcia. „Chłop na schwał” nie musi być olbrzymem, ale powinien być przynajmniej barczysty i rosły. Ocena czyjegoś wzrostu  jest naturalnie kwestią  porównań wzrokowych z własnymi wymiarami w pionie, chyba że są w pobliżu jakieś inne stosowne mierniki, jak np drzewo lub słup telegraficzny.  Mało kto dziś zapewne używa takich określeń jak baśniowy Waligóra czy Wyrwidąb, bo takich  wielkoludów to dziś ze świecą szukać.  Rasa gigantów zniknęła z naszej świadomości, zaś o kolosach mówimy już  tylko, że mają gliniane nogi. Wysokie kobiety były w mniejszości, więc nie ma w naszym słownictwie zbyt wielu epitetów  na olbrzymki. Najbardziej intrygującą nazwą jest z pewnością „gidia”. Przywędrowało ono z  tureckiego słowa określającego zarówno  wysokiego draba jak i zucha, ale pod  drodze do polskich łanów stało sie najpierw pogardliwym epitetem dla dużej szkapy, a stąd już było niedaleko do wysokiej i chudej kobiety.

Małe osoby niskiego wzrostu nazywamy dziećmi, ale jeśli wyglądają na dorosłych, wówczas musimy uciekać się do innych określeń. W cytowanej na wstępie opinii Bohuna o „małym rycerzu” panu Wołodyjowskim (w relacji Rzędziana), takie określenia jak „wyskrobek”  i „pokurcz” były zapewne nieco mniej obraźliwe w dawnych czasach , gdy  język codzienny był  bardziej dosadny.  „Pokurcz” jest, ściśle mówiąc, pogardliwym określeniem na nieszczęsnego potomka psiego  mezaliansu czyli jakiegoś niezbyt  atrakcyjnego mieszańca wielu ras. W zastosowaniu do niepokaźnego człowieka niskiego wzrostu jest to niewątpliwie obelżywy epitet, chociaż skojarzenia jakie budzi epitet „wyskrobka” trudno byłoby zaliczyć do kategorii łagodniejszych wyzwisk.

Przezwiska, które krążą jak złośliwe muchy w szkolnej wylęgarni słoworóbstwa, przechodzą różne metamorfozy pokoleniowe. „Mikrusami” przezywaliśmy w klasie małych, niepozornych  słabeuszy, ale dziś to słowo pożyczone z klasycznej greki (mikros=mały) oznacza po prostu ucznia z młodszej klasy; niskiego wzrostu chłopiec to zwykle „kurdupel” , słowo pojawiające się już w 17-tym stuleciu  o którym Brueckner pisze, iż przedrostek „kur-” zachował się od prasłowiańskiego przymiotnika „krn – obcięty”; spolszczony  z  rosyjskiego „kurnos” (o zadartym nosie) jest z tej samej  rodziny  co „obcięty” na krótko malec.

Między chudym jak szczapa kościanym dziadku, a  grubym jak baryła tłuściochu jest spory wybór umownych określeń, które może nie tyle mijają się z prawdą, ile oszczędzają wrażliwość osób metabolicznie sprawnych inaczej – jeśli mamy zabrnąć w grzęzki słownik wyrażen politycznie poprawnych. W ogłoszeniach matrymonialno-towarzyskich „puszyste” panie często polują na „postawnych” panów –  określenia  pobudzające wyobraźnię do tworzenia obrazu „puchu marnego” w objęciach rosłego atlety.  W rzeczywistości jest tutaj mowa o kobiecie otyłej poszukującej  korpulentnego partnera do wspólnego obżarstwa.

Wymoczek jest dość intrygującym określeniem wychudzonego i ślamazarnego  cherlaka, bo jest ono terminem naukowym o gromadnie żyjących jednokomórkowcach-pierwotniakach, które dają sobie całkiem nieźle radę w niezbyt pomyślnych warunkach życiowych.  „Zdechlak” jest bardziej gburowatą odmianą  „chuchra”, ale różnice miedzy nimi są nieuchwytne. W jednym i drugim przypadku chodzi  o ludzi chorowitych, wątłych , delikatnych, słabowitych, chyboczących się na krawędzi skały tarpejskiej , z której obywatele Sparty zrzucali takich właśnie mizeraków.

Polszczyzna jest na tyle bogata, że zawsze można znaleźć w niej synonimy na drągala, beczułkę, pokurcza czy inne stereotypy jakie nasuwają się automatycznie na widok tej czy innej osoby. Człowiek o imponującym wzroście niewątpliwie przerasta o głowę każdego komu natura poskąpiła centymetrów; albo mniej elegancko – drągal jest wyższy od kurdupla. Barczysty mąż w towarzystwie  proporcjonalnie zbudowanej żony trąci wprawdzie lekkim eufemizmem  ale brzmi nieco lepiej niż  „dobrana para – on pękaty, ona przysadzista.” Skala porównań daje wiele delikatnych możliwości w opisie puszystych pań i zażywnych panów.

Nie trzeba chyba podkreślać, że wymiary cielesne- wzdłuż czy wszerz – nie mają wiele wspólnego z  charakterem człowieka. W karzełku może mieszkać duch  olbrzyma, w tłuściochu kryje się metaboliczny asceta, zaś niepokaźny człowieczyna okaże się nagle geniuszem, którego idee wstrząsną posadami cywilizacji. Napoleon szukał brakujących mu centymetrów w podboju świata, a takich jak on wielu przewinęło sie przez historię. Jak watażka Bohum przekonał  się boleśnie na własnej skórze – pozory często mylą. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: