Kubek w Kubek

Gałązka zielona po wodzie płynęła,
Ja wołam za nią, ona nie stanęła.
Od pnia rodzinnego, biedna,oddzielona,
Jakżeśmy podobne, gałązko zielona!”
Stanislaw Jachowicz: Sierota

Podobieństwo sieroty do zielonej gałązki jest zlekka naciągnięte, ale że poetom wolno żonglować metaforami, więc czytelnik  dostrzega bez trudu o co chodzi w tym sentymentalnym porównaniu.  Ani kolor ani liście nie wchodzą tutaj  w grę. Tylko samotność i odłamana od rodzinnego pnia gałąź  tworzą podobieństwo z osieroconym  dzieckiem. Takich złudnych podobieństw jest bez liku, bo słowa łączą ze sobą najbardziej nieprawdopodobne lub pojęciowo niedobrane obiekty. Człowiek i gwiazdy mrugają do siebie każdej  bezchmurnej nocy, ale to nie znaczy, że są do nas podobne.  W Księdze Rodzajów jest wprawdzie mowa o dość zagadkowym podobieństwie między Stwórcą i istotą ludzką : ” Uczyńmy człowieka na Nasz obraz i Nasze podobienstwo…”, ale tutaj należy wziąć pod uwagę  nasz  zwyczaj przypisywania  ludzkich charakterystyk nawet Panu Bogu, którego wyobrażamy sobie jako dostojnego starca z długą, siwą brodą.  Człowiek jest duchowym obrazem Stworzyciela, a nie Jego fizyczną repliką, chociaż  na ten temat istnieje wiele teorii nie nadających się do rozważań felietonowych.

W rozmowach towarzyskich o podobieństwie dzieci do rodziców zaleca się sporą dozę ostrożności, bo zawsze istnieje możliwość wpadnięcia  w jakiś zakamuflowany wilczy dół, w którym czai się tajemnica ludzkich genów. Ryży i piegowaty synek, którego ojciec jest brunetem, a mama platynową blondynką, nie powinien wzbudzać w nas od razu jakichś niecnych podejrzeń lub prowadzić do niedyskretnych pytań w rodzaju: ” ciekawe, po kim Zyzio odziedziczył ten kolor włosów?”  Geny jak to geny, lubują się w płataniu ludziom figlów i zamiast wyprodukować klonowane fotokopie taty lub mamusi, czerpią z dość pojemnego zbiornika cech dziedzicznych i tworzą odmieńca ku konsternacji rodzicieli i do akompaniamentu współczujących cmoknięć sąsiadów i przyjaciół.

Rozmnażanie się w niewielkim gronie ludzi- nagminne zjawisko w kręgach królewskich, gdzie wszyscy są spokrewnieni – ułatwia wyłapywanie odmieńców, ale to też ma swoje  ujemne strony w produkowaniu dziedzicznych skrzywień, jak np haemophilia u potomków królowej Wiktorii czy niezbyt atrakcyjna wydęta dolna warga Burbonów. W odciętych od świata wioskach walijskich, każde dziecko to wykapany ojciec który, na dodatek, nazywa się Jones – tak jak wszyscy pozostali mieszkańcy doliny. Cena jaką płacimy za podobieństwo jest czasem dość wysoka.

Bliźnięta, zwłaszcza identyczne, powinny być podobne do siebie jak dwie krople wody  co, oczywiście,  z góry wyklucza możliwość odróżnienia jednego od drugiego,  nie tylko przez najbliższą rodzinę, ale także przez krewnych, znajomych, nauczycieli i ewentualnie ich własnych żon lub mężów. Wyrażenie „bliźniaczo podobni” podkreśla, może zlekka tautologicznie (czyli masło maślane), tę  jednakowość wyglądu dwóch osób lub przedmiotów.

Ukryte w głębszych złożach naszej psychiki  są często ledwie zauważalne pokrewieństwa słów, które pozwalają nam lepiej zrozumieć dlaczego np podobieństwo sprawia na nas bardziej dodatnie wrażenie niż odmienność.  Innymi słowy, czasownik „podobać się”  przylepia się bez trudu do przymiotnika „podobny”, bo obydwa mają wspólne pochodzenie.  W angielskim mamy to samo zjawisko, gdzie „to like” (lubić) ma to samo znaczenie co „podobny”.  Wspólnota pewnych cech wywołuje w nas przyjemne uczucia, świadomość harmonii i pewności, że wszysto jest tak jak powinno być. Porównania mają w sobie przypuszczalnie jakąś magię konieczną do orientowania się w niepewnej rzeczywistości. Dlatego zapewne odmieńcom nigdy nie powodziło się w  naszym świecie tak dobrze jak  kubek w kubek podobnym do siebie klonom ( tym zwierzęcym, nie tym drzewnym).  Ludzie, których przekorna natura obdarzyła rudymi lub  czerwonymi włosami , od wieków wzbudzali podejrzliwość  brunetów i blondynów. Judasz był rzekomo rudzielcem (tak go przedstawiało wielu malarzy), więc z taką reputacją  życie czerwonowłosych „odmieńców” nigdy nie było łatwe i wielu z nich na pewno poświęcano w ofierze na ubłaganie mściwych bóstw.

Określenie „podobizna” było dawno temu ostrzeżeniem, że wizerunek wymalowany na płótnie nie jest dokładną w każdym szczególe kopią oryginału. Oko i ręka malarza czy soczewka aparatu fotograficznego potrafiły tylko stworzyć coś co, w przybliżeniu, było podobne do żywej istoty  ludzkiej. Ale nawet niektóre  współczesne portrety osób znanych nam z telewizji wciąż zasługują na to przestarzałe słowo, które zepchnęły do lamusa antyków  takie cuda nowoczesnej technologii, jak cyfrowe aparaty fotograficzne, skanery , fotokopiarki i komputerowe programy.
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: