Nie pieprz Pietrze..a on pieprzy!

Niechai narodowie wżdy postronni znają iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają Nie mów tak jak drudzy:-A co mnie do tego? Bo nie w czas, gdy już ćwiczy niewola każdego.
Mikołaj Rej (1505-1569)
Nad Wisłą, Odrą, Bugiem i Wartą, w górach i dolinach, Polacy mówią dziś tak dziwną polszczyzną, że ludzie starszego pokolenia nie wychodzą z domu bez tłumacza. Stare powiedzenia utonęły w powodzi nowomowy, słowa nabrały innych znaczeń, odrębność dialektów padła ofiarą powojennej wędrówki ludów. Mikołaj Rej w grobie się przewraca niespokojnie, bo znowu słyszy ten „gęsi język” przeciw któremu walczył gęsim piórem prawie pięćset lat temu. Pisałem już w tych felietonach kilka razy o inwazji anglosaskich słów, które stopniowo przemieniają polszczyznę sprzed pół wiekuw jakiś pokraczny galimatjas lingwistyczny, który zdumiewa emerytów nieobeznanych z językiem Szekspira. Młodsze pokolenia dają sobie radę nieco lepiej, bo uczą się dziś angielskiego raczej niż rosyjskiego. W świecie schwytanym w niewód globalnej komunikacji internetu i łatwości zbliżeń międzynarodowych języki przenikają się wzajemnie z dużo większą intensywnością niż to było możliwe w dawnych latach.

Nieporozumienia językowe w polszczyźnie są czasem rezultatem zmian jakie zaszły w znaczeniach codziennych wyrażeń , będących częściowo rezultatem migracji gwarowej i dialektycznej. Frazy z Kresów mogą mieć całkiem inne znaczenie na Pomorzu,a Kaszub nie zawsze potrafi zrozumieć informacje udzielane mu przez gazdę z Podhala. Popularne powiedzonka z moich młodych lat wywołują albo pusty śmiech w młodych słuchaczach albo cierpką uwagę, że słyszeli swych dziadków mówiących kiedyś tą dziwną gwarą.
Dla nastolatków człowiek po pięćdziesiątce jest już omszałym zabytkiem ze starożytności. To tyle w ramach utyskiwania.

* * *
Egzotyczne jak i zwykłe przyprawy kuchenne musiały kiedyś robić duże wrażenie na naszych pradziadkach i prababkach, skoro tyle z nich weszło we frazeologię polską. Pieprz spowodował conajmniej kilka skojarzeń, co bystro dostrzegł bard dzieci i dorosłych, Jan Brzechwa:
Nie pieprz, Pietrze, pieprzem wieprza,
Wtedy szynka będzie lepsza.
Właśnie po to wieprza pieprzę,
Żeby mięso było lepsze.
Ależ będzie gorsze, Pietrze,
Kiedy w wieprza pieprz się wetrze…
… Błaga żona: Bądź już lepszy,
Nie pieprz wieprza! A on pieprzy.
W tym wypadku, Piotr zepsuł czyli spieprzył robotę, ale czy takie pieprzenie wieprza miało kiedykolwiek jakiś związek z pieprznymi dowcipami, o tym słowniki milczą. Dlaczego pieprz kojarzył się dawnym pokoleniom z seksem, kiepską robotą, czczym gadaniem i nieprzyzwoitą treścią pozostanie zapewne na zawsze tajemnicą lingwistycznej alchemii. Jak wiele innych słów, pieprz ma także swoje własne związki frazeologiczne tzn. takie wyrażenia, które nie mogą być prawidłowo użyte z innymi słowami. Jeśli chcemy uciec gdzieś bardzo daleko, to mówimy „tam gdzie pieprz rośnie”. Aby określić czyjąś niewiedzę przy pomocy pieprzu, nie możemy poprawnie powiedzieć o takiej osobie, że „wie tyle, co wróbel o pieprzu” bo pieprz ma swą nieodłączną frazeologiczną towarzyszkę – kurę.

Sól zrodziła równie trudne dziś do zrozumienia frazy. Czy słony dowcip da się odróżnić od pieprznego czy może obydwa należą do tego samego gatunku tłustych kawałów? Przy soleniu potraw należy zachować umiar i ostrożność, więc gdy ktoś „przesolił” to znaczy, że przebrał miarkę i poszedł za daleko w „soleniu”, nawet jeśli używał tylko słów lub czynów. Wyrażenie „słone ceny” powstało zapewne kilka wieków temu, gdy „krusze” soli były używane do płacenia kar sądowych i miały wartość pieniężną.

Chrzan także nie cieszy się w polszczyźnie dobrą reputacją.
Aby wyrazić nasze niezadowolenie z czyjejś pracy, sięgamy po metaforyczny chrzan”Ten malarz jest do chrzanu. Popatrz jak on spieprzył portret mojej żony.” Słysząc taki cierpki komentarz, artysta z pewnością zaczerwienił się jak burak co, w połączeniu z chrzanem, groziło powstaniem metaforycznie ostrej ćwikły (jej nazwa wygląda na czysto polskie słowo, ale jest spolszczoną łaciną: sica, sicula – sztylet; zapewne od ostrego smaku).

Cykoria podróżnik – przydrożny chwast tak nazwany, bo jego niebieskie kwiaty obracają się zawsze w stronę słońca – jest ziołem leczniczym, ale jego liście używane są w sałatkach, a roztarty korzeń dodawany jest do kawy zbożowej. Francuzi są przekonani, że cykoria w prawdziwej kawie przeciwdziała działaniom kafeiny na organizm i nagminnie psują jej aromatyczny smak mieszaniną w której tkwi gorzkie ziele z przydrożnych rowów.Nikt już prawdopodobnie nie pamięta takich przestarzałych wyrażeń jak „mieć cykorię”, co w moich młodych latach oznaczało nerwowe trzepotanie motylków w splocie słonecznym czyli tzw potocznie „dołku” spowodowane jakąś obawą. Jest całkiem możliwe, że cykoria – popularne ziele czarownic średniowiecza – kojarzyła się dawno temu w wyobraźni ludowej z jakimś gorzkim wywarem znachorki, który wywoływał taki właśnie zabobonny strach. W Słowniku Wyrazów Bliskoznacznych nie ma już dziś „cykorii” pod hasłem „bać się”. Możliwe, że nad Wistulą mówią teraz w gęsim gęganiu – „jestem efrejdowany”.

Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: