Od Partacza do Chałtury

Pełna niedoszłych nasza poetów ojczyzna
Że miary zawierszona  nie ma już polszczyzna
Lada partacz wyrwie się z pospolitych ludzi,
To wiersze niepoczesne natychmiast paskudzi…
…Jeszcze nie umie kozie zawiązać i chwostu
A  już słowom ogony zwięzuje, na rzeczy
Bartłomiej Zimorowic (1597-1677)
Partaczy nie trzeba siać, bo oni sami rosną jak chwasty
na  wielu grzędach ludzkiej działalności: od poezji do
chirurgii, od malowania ścian do reperacji samochodów.
W pierwotnym znaczeniu, partacz był po prostu rzemieślnikiem pozacechowym. W spisach średniowiecznych zawodów, partacz jest często wymieniany  pośród innych niewykwalifikowanych albo  na wpól wyuczonych robotników i cechowych rzemieślników („partacz – za wyprawienie dużej skóry – 6 półgroszy; żniwiarz – za dzień pracy – 1 grosz;  cieśla- dziennie – 4 szelągi).

Ze słowami różnie bywa. Niektóre tracą swoje początkowe, ujemne znaczenia, dostają się w lepsze towarzystwo, nabywają ogłady i po dłuższym czasie ludzie zapominają, że np „kiep” był ongiś słowem, którego nie wymawiało się przy kobietach i dzieciach. „Partacz” cieszył sę jakim takim poważaniem w średniowieczu, ale już w czasach Zimorowica (XVII stulecie) oznaczał kogoś, kto wykonywał lichą robotę, bo nie miał  ani treningu ani doświadczenia cechowych rzemieślników. Partactwo, partaczyć, partolić i partanina przyjęły się dziś powszechnie jako określenia pracy źle lub  niedbale wykonanej przez  niedouczonego niezdarę albo przez  nieuczciwego przedsiębiorcę, dla którego  „jakość” mierzona jest ceną  wybrakowanych materiałów, które zapewnią żywot instalacji/budowli  na conajmniej trzy lata.

Pochodzenie  słowa „partacz” jest dość mętne. Brueckner wiąże je ze słowem „part – grube płótno konopne albo lniane”, z którego gosposie szyły „portki” i stąd mamy „parciankę” na ubrania, zgrzebne koszule i worki.  Ale podaje on  także inne możliwe źródła jak np  słowiańskie „prt” co oznacza coś co „parcieje” czyli traci swoją chrupką twardość ( „co jesz? rzodkiewkę. A czego nie chrupie? bo sparciała…”).

W skali pogardliwych określeń dla tych ludzi, którzy potrafią sknocić najprostsze zadanie i zepsuć wszystko co ma choćby jedną część, dającą się odkręcić lub wyjąć, partacz zajmuje miejsce poniżej dyletanta. Dyletant może być nawet uzdolniony, mimo że tylko liznął trochę wiedzy „po łebkach” i nigdy nie zgłębił tajemnic języka specjalisty. Julian Tuwim opisał kiedyś takie spotkanie między ślusarzem i poetą-dyletantem (w skrócie): ” (ślusarz) wszedł do łazienki, pokręcił krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział: – Ferszlus trzeba roztrajbować. – A dlaczego? – Bo droselklapa tandetnie blindowana i ryksztosuje.”
W dalszym ciągu tego dialogu, poeta próbuje ujarzmić speca powtarzaniem jego żargonu, ale wkońcu musi dać za wygraną. Gdy natkniemy się, świadomie lub niefortunnie, na „majstra Popsuj”, należy bacznie wsłuchiwać się w jego „fachową” ocenę zadania, jakie zamierzamy mu zlecić.  Ubogi w słownictwo speców „patałach” – jeszcze jeden typ pracownika, gwarantującego spartoloną  robotę – powinien od razu wzbudzić nasze podejrzenia.

Żargon jest językiem wtajemniczonego bractwa cechowego i żaden „majster Klepka” nie ma do niego klucza. Z niewiadomych powodów, to ostatnie określenie ma dwojakie, przeciwne znaczenia. „Majster Klepka” to albo zręczny i doświadczony fachowiec, któremu robota „pali się w rękach”,  albo „du it yo’self” pan domu, mistrz we wbijaniu krzywych gwoździ, instalowaniu pochyłych półek i  zagrażających życiu  przewodów elektrycznych.

„Fuszer” przybył do nas z Niemiec („Pfuscher”) wraz z „fuszerką”- słowa zbliżone do partacza i partolenia, ale częściej odnoszące się do indywidualnej działalności  jakiegoś pseudo-artystycznego beztalencia („to malowidło to fuszerka”) , weekendowego myśliwego („strzelił do dzika trzy razy, ale sfuszerował”) albo gracza w jakichś zawodach.  Niecechowy rzemieślnik od dawien dawna  uzupełniał swoje nędzne zarobki „fuchą” czyli dorabianiem „na boku”, po godzinach pracy, ale używając ułatwień i narzędzi pracodawcy.  „Fucha” jest także synonimem „fuszerki” i obydwa terminy łączą się obrazowo z niemieckim słowem „Busch – krzak”, bo partacze, fuszerzy i im podobne  „brakoroby”, często musieli pracować przy świetle księżyca (ang. „moon-lighting”),ukrywając się w pobliskich zaroślach.  „Brakorób” dostał swoją nazwę od powodowania fabrycznych „braków” które, z kolei, dostarczały tandetnych  materiałów dla partackiej roboty.

Na końcu tej procesji patałachów warto może poświęcić kilka słów bliskiej krewniaczce fuchy – „chałturze”, która jest dość typowym zjawiskiem naszych czasów. „Chałturników” (także chałturzystki) można spotkać w każdym prawie zawodzie. Są to ludzie, którzy biorą dodatkową pracę , niewymagającą dużej wiedzy lub talentu, bo można ją „odwalić” szybko, łatwo, bez ambicji  twórczej, byle tylko była nieźle płatna.  Akademicy, prawnicy, piosenkarze, artyści, dziennikarze, pisarze i urzędnicy państwowi między innymi, uprawiają chałturkę ( pieszczotliwie, bo jest lubiana), nawet utrzymują się z chałturzenia, bo to się nie tylko opłaca, ale daje także poczucie przynależności grupowej – czyli „wlazłeś między wrony, krakaj jak i one.”  Chałtura przyszła do nas z Rosji, gdzie dawno temu oznaczała napitek na stypie pogrzebowej albo opłatę za rytuały żałobne; późniejsze znaczenia nabrały mniej religijnego kolorytu. Łacińskie „chartularium” – nazwa ksiąg klasztornych i wykazów zmarłych do odczytywania w dniu poświęconym ich pamięci – jest oryginalnym źródłem dzisiejszej chałtury. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: