Marcowo Wiosenne Migawki

Zielone są drzewa na ziemi,
zielone obłoki wysoko,
zielony cień rośnie wśród liści,
księżyc mruży zielone oko.
Zofia Beszczyńska: „Kołysanka wiosenna”

Wśród czysto polskich nazw miesięcy tylko marzec i maj wywodzą swoje pochodzenie od rzymskich bożków. Marzec – to Mars w słowiańskim przebraniu, a maj to „mensis Maius – miesiąc Maii, córki Atlasa i Plejony, jednej z siedmiu sióstr w gwiazdozbiorze Plejad. W starożytnym Rzymie była ona uważana za boginię wiosny — Maia Maiestas. W Polsce maj jest miesiącem poświęconym majestatowi Matki Boskiej.

Obcość tych dwóch miesięcy w naszym kalendarzu nasuwa podejrzenie, iż były one wprowadzone celowo przez misjonarzy chrześcijańskich, walczących z głęboko zakorzenionym zwyczajami i obrzędami religijnymi pogańskich Słowian. Lud, którego głównym zajęciem było rolnictwo, czcił siły natury i bogów reprezentujących ich wpływ na losy człowieka. W mitologii słowiańskiej Marzanna była uosobieniem zimy i jej rytualne uśmiercenie w pierwszy dzień wiosny było prastarym świętem wsi polskiej, znanym i praktykowanym jeszcze w XVI wieku.

Niewątpliwie, kult Marzanny wymagał początkowo ofiar ludzkich, ale pod wpływem Kościoła wprowadzono symbolicznego bałwana -kukłę ze słomy ubraną w sukienkę i chustkę – którą wleczono przez wieś do najbliższego stawu lub rzeki, podpalano i rzucano do wody. Powrót wiosny święcono w podobny sposób w całej pogańskiej Europie. Starożytni Rzymianie też mieli swoją Marzannę w postaci
„starego Marsa – Mamurius Veturius”. Tak nazywano ofiarę ludzką – człowieka ubranego w skóry zwierząt – którego wypędzano ceremonialnie poza granice miasta, bijąc go po drodze długimi, białymi prętami. Mars był w początkach swej kariery bogiem opiekującym się rolnictwem, plonem i bydłem i nosił wówczas imiona Mavortiusa lub Mamersa. Tak oto podobieństwo imion rzymskiego Marsa- Mavorsa i polskiej Marzanny połączono zręcznie  w nazwie naszego marca – miesiąca, w którym topimy zimowe smętki, choroby i żałoby i witamy wiosnę odnowiającego się życia.

* * *
Skąd lecą ptacy? Lecą z daleka,
W powietrzu gwarzą radośnie.
Czy to już wiosna? Serce jej czeka,
Śni nieustannie o wiośnie.”
Wiosna rymuje się z radością , bo poezja lubi łączyć takie słowa, które wywołują naturalne skojarzenia. Wesołość, wesele i wiosna pochodzą z tego samego proto-indoeuropejskiegp korzenia – „wesn-” co dowodzi , że początek wiosny był od conajmniej 6,000 lat okazją do radosnego świętowania. Anglosaskie plemiona skakały z radości w pierwszy dzień wiosny więc, rzecz jasna, nazwali tę porę roku – „Spring” – słowo, które ma wiele innych znaczeń, m.inn. określenie żywej melodii tanecznej, granej na szkockich dudach, źródła (także zdroju), sprężyny (skaczący kawałek żelaziwa?) i potrzasku.
Czeskie „jaro” (wiosna) przemieniło się u nas w jarzyny, które są ulubioną potrawą jaroszów, a na wsi były także „jarki” – zwierzęta lub rośliny tegoroczne, z tej lub poprzedniej wiosny i lata. Łacińska „ver” przeszła we włoskie „primavera”, ale Francuzi pożyczyli swoje „printemps” od łacińskiego „tempus primum” czyli pierwsza pora roku. Anglosasi mieli także kiedyś inna nazwę wiosny – „lencten” – która zachowała się do dziś jako Lent czyli okres przedwielkanocnego Wielkiego Postu.
W puszczach Litwy i Żmudzi ważniejszy był okres lata, bo zwierz łowiecki nie był już wtedy wychudzony po zimowym głodowaniu, więc wiosnę nazywano tam „przedleciem” – pavasaris”. Tym samym szlakiem skojarzeń poszli Słowianie z Południa, gdzie wiosna jest określona jako „preljecie” (Serb) albo „prolet'” (Bułgar).Albańczycy dyplomatycznie połączyli włoską wiosnę, „primavera”ze słowiańsko-brzmiącym przedrostkiem – „prendvera”. Tak czy inaczej nazwana, wiosna kołacze do wrót w każdym języku – głośniej zapewne dla ludzi, którzy mają bliski kontakt z przyrodą.

* * *
Mieszczuchom wiosna daje o sobie znać na różne sposoby – pęczniejące na ulicznych drzewach pączki i nieśmiało zielonkawe listki; krokusy, pierwiosnki i żonkile ryzykujące uszczypnięcia nocnych przymrozków w miejskich parkach i ogrodach; a jeśli ktoś obserwuje zachowanie ptaków i zwierząt to może nawet dostrzec, że cieplejsze i jaśniejsze dni budzą w nich instynkt budowlany i nagłe zaintersowanie w przeciwnej płci. Te objawy znane były od wieków, ale w naszych czasach instynkty którymi ongiś kierowali się nasi przodkowie przywiędły nieco pod chłodnym podmuchem materializmu. Wiosna była kiedyś pomyślną porą na ożenek, ale nie dlatego, że można było w ten sposób zapewnić sobie lepszą sytuację podatkową. Z drugiej strony, marzec nie był rzekomo odpowiednią porą na zaloty, bo przeszkadzały w tym rygory Wielkiego Postu. Autor Kalendarza z roku 1753 ubolewał w częstochowskich rymach nad tą ujemną strona marca:
„Tu zaloty nie smakują,
Gdy postne czasy panują,
Zła bowiem miłość o głodzie,
Nie chce się i wojewodzie.
Terazże do dyscypliny,
Jeśliś zażywał dziewczyny.”
Oczywiście, zalotność wiąże się także nieubłaganie z tym
co nazywamy „wiosną życia” – ten dość mgliście określony
okres młodości która, w dzisiejszych farmaceutycznie przychylnych czasach, może się rozciągnąć aż do zlekka leciwych pań i panów. „Już bocian przyleciał do rodzinnej sosny i rozpiął skrzydła białe – wczesny sztandar wiosny…”(Pan Tadeusz). Ten zwiastun wiosny, niestety, nie odwiedza Anglii.
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: