Lepszy Rydz Niż Nic

„Wszyscy dybią na rydza; ten wzrostem skromniejszy
I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy
Czy świeży, czy solony, czy jesienne pory,
Czy zimą. Ale Wojski zbierał muchomory…”
Mickiewicz:  Pan Tadeusz

Wojski jako grzybo-narkoman, który przed każdym polowaniem uszczknął szczyptę muchomora , aby tym lepiej dmuchać w” swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty”?  O ile mnie pamięć nie myli, Mickiewicz dyplomatycznie nie wyjaśnił powodów dla których zgrzybiały wprawdzie ale zdrowy jak rydz myśliwy wolał muchomory od borowików.  Możliwe, że nawet jego nazwisko -Hreczecha – było kryptonimem dla zażywającego z tabakiery „marychę” i żującego psychodeliczne halucynogenne grzyby Wojskiego. „Grzybobranie” w trzeciej księdze Pana Tadeusza („Umizgi”) to istna encyklopedia mikologii, gdzie można znaleźć dobrze znane jak i dawno zapomniane nazwy polskich grzybów.  Mickiewicz wylicza jednym tchem lisice, borowiki, rydze wsród jadalnej i smacznej arystokracji grzybowej, spychajac surojadki, koźlaki, lejki, bielaki i purchawki do grzybowego pospólstwa.  Wreszcie wyczerpawszy swoja erudycje grzybianą, poeta chytrze dodaje:  „zaś innych imiona, znane tylko w zajęczym lub wilczym języku,od ludzi nie ochrzczone, a jest ich bez liku…”

Może nie bez liku, ale dziś większość z nich jest z pewnością pod całkowitą ochroną z uwagi na ich rzadkość. W  mojej przedwojennej młodości zbieraliśmy borowiki, kurze nóżki, gąski, maślaki, surojadki -gołąbki i rydze, które nie byly wtedy jeszcze tak rzadko spotykane jak rzekomo są dzisiaj.

Nazewnictwo grzybowe jest czasem zabawne, często mało znane poza gronem specjalistów lub grzybolubów. W tej pierwszej kategorii niewątpliwie króluje eufemistycznie przezwany „sromotnik bezwstydny” (Phallus impudicus; ang. stinkhorn) , którego odrażający zapach wystarcza aby odstraszyć  ludzi i przyciągnać muchy, zwłaszcza obrzydliwe „plujki”, szukające padliny dla potomstwa. W drugiej klasie grzybowej znajdziemy „tęgoskóra pospolitego”, który  wyglądem przypomina purchawkę. „Szmaciak gałęzisty” jest rzekomo jadalny, ale znajduje się obecnie pod ochroną więc nawet jeśli ktoś go znajdzie, to powinien pozwolić mu na osiągnięcie spokojnej starości. Gwoli ścisłości warto przypomnieć, że grzyby mają krótki żywot i dość szybko padają ofiarą różnych grzybojadów – nie tylko tych  wędrujących po lesie z koszyczkiem w ręku. Nikt dziś nie potrafi wyjaśnić dlaczego Anglosasi, Grecy, Celtowie i ludy skandynawskie traktują grzyby z nieufnością i strachem, podczas gdy Słowianie i Hiszpanie są grzybolubami. Niektórzy autorzy podejrzewają, że halucynogeniczne właściwości  niektórych grzybów były znane już w starożytności i dlatego były od dawna otoczone aurą  zabobonnych lęków przed tymi tajemniczymi wysłannikami z podziemnego  świata. Nic dziwnego, że w poezji jak i w prozie, grzyby często występują w towarzystwie krasnoludków, które albo traktują  muchomory jako swoje mieszkania albo, jak w złośliwym opisie Zbigniewa Herberta, są wcieleniem grzybów:
Krasnoludki rosną w lesie. Mają specyficzny zapach
i białe brody. Występują pojedyńczo. Gdyby się dało
zebrać ich w garść, ususzyć i powiesić nad drzwiami –
może mielibyśmy spokój.”

Suszone czy marynowane borowiki, rydze, gąski lub inne grzybki zawsze były i są  do dziś ważnym składnikiem każdej dobrze zaopatrzonej spiżarni domowej w Polsce.  Jakże można byłoby wyobrazić sobie wigilijny barszcz z uszkami bez  tego niezbędnego farszu?   Kuchnia polska bez grzybów byłaby nie do pomyślenia. Ale jeśli już weszliśmy w sferę grzybowo-kulinarną, to nie możemy pominąć bardzo ważnych grzybków jednokomórkowych bez których  nie byłoby ciastek, bułek i wszelkiego rodzaju pieczywa, nie mówiąc już  o napojach, które slusznie obdarzamy mianem „wyskokowych”.  Drożdże tak się chytrze zakamuflowaly pod inną ksywą, że łatwo zapominamy ich grzybowy rodowód.

My zżeramy grzyby jadalne lub – nieco rzadziej – błąkamy sie w halucynacjach  stworzonych przez połknięcie jakichś podejrzanych psylocybin, podczas gdy  grzyb domowy pożera  nasze drewniane podłogi, sufity i ściany.  Jak jego leśni pobratymcy, ten niszczyciel też szuka wilgoci i sam produkuje dosyć wody, aby nasycić nią suche drewno jako swój pokarm na później. Na szczęście, nie wszystko co „rośnie jak grzyby po deszczu”  wymaga podłoża nasiąkniętego wodą jak gąbka. Pleśń to także grzybowe zjawisko, chociaż kiedyś słowo to – w formie „plesz” – oznaczalo tonsurę na głowie duchownych. Zależnie od swego rodzaju pleśń albo zjada bakterie (penicylina) albo pomaga w produkcji serów, piwa czy wina albo jest pierwszym sygnałem, że jakiś produkt w naszej śpiżarni czy lodówce przekroczył „datę sprzedaży/spożycia”. Niektóre pleśnie są trujące i mogą nawet spowodować śmierć, tak że najbezpieczniej jest wyrzucać spleśniałe chleby, dżemy, jogurty i sery, bo wycinanie spleśniałego kawałka nie jest gwarancją, że ten podstępny mikroorganizm nie zatruł reszty produktu.

Grzybom nie można ufać bez względu na ich wygląd i nazwę. Najlepszym dowodem tego jest fakt ustalony przez Klinikę Toksologii w Krakowie , że jedna trzecia entuzjastów grzybobrania spożywała zebrane grzyby nie mając zielonego pojęcia o ich nazwach.  Dla tych nieszczęsnych ofiar  własnej ignorancji jedynym bezpiecznym grzybem jest  grzybek do cerowania skarpetek. Ale ten, niestety, jest już  na wymarciu. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: