Łykend w Norweskim Ośle

„Proszę hebrajską mową pisać feuilletony,
Po parysku dotykać Dawidowej strony,
Skandynawskie marzenia wyłożyć na mowę
Rzymskich legistów – kształtne fraszki Lucjanowe
Na braminów dyjalekt..zewsząd będą straty,
Każdy język okaże się w czymś niebogaty!.”
C. Norwid

Mamy trochę szczęścia w tym, że Szczebrzeszyn nie jest stolicą Polski. Taki kolczasty splot szeleszczących spółgłosek z pewnością przeraziłby  większość cudzoziemców, których język jest – jak to Cyprian Norwid określił – „niebogaty” w tego rodzaju dźwięki. Wtłaczanie  egzotycznych  nazw obcych krajów i miast w bardziej swojskie formy jest zwyczajem, który przyjął się przed wiekami. Anglicy przezwali naszą stolicę Warsaw i tylko oni wiedzą jakie skojarzenia im ta nazwa  podsuwa : może Wojenna Piła? Kto wie. Nadwiślański kraj nie leży nad rzeką Po, więc nie ma powodów aby nazywać nasz kraj – Poland. Dla Turków i Arabów jesteśmy Lechistanem, chociaż jako naród jesteśmy Buloni.Wolno  nam snuć domysły, że Bolonia i Boulogne  były może kiedyś osadami słowiańskimi. O rzut beretem od Boulogne jest przecież nasz swojski Kalisz, zakamuflowany jako Calais. Londyn, Paryż, Rzym , Nowy Jork czy Monachium to przykłady naszych przekręceń niewygodnie brzmiących obcych nazw. Przekręcać możemy, ale jak tu dać sobie radę z odmianą  obcych nazw?  Jedziemy do Lublina i Dublina ale do Londynu i Madrytu, albo żeby było jeszcze  trudniej – do Aten i Helsinek. Reguły regułami, a wyjątki też mają swoje prawa.  Po wizycie w Norwegii też trzeba uważać na wymowę, bo siedem dni w Ośle to nie to samo co tydzień w Oslo.

Dlaczego  rosa  wyje?
Homonimy- wyrazy które z wyglądu niczym się nie różnią od siebie, ale mają całkiem inne  znaczenia – mogą być źródłem wielu nieporozumień, nie tylko dla cudzoziemców ale i dla rodowitych Polaków.  Weźmy np takie stare przysłowie, które cytował m.inn.Skołuba w „Panu Tadeuszu”:
Wygląda człek wygląda, aż oczy się mrużą
 A Moskal jak nas trzymał, tak trzyma za szyję
 Ponoć nim słońce wnidzie,  rosa oczy wyje.”
Pomijając formę „wnidzie” zamiast „wzejdzie”, czytelnik zastanowi się może przez chwilę nad tą „wyjącą rosą”, ale szybko zorientuje się,  że w tym wypadku „wyje” jest odmianą czasownika „wyjeść” i nie ma nic wspólnego z wyciem  psów do księżyca.  Niestety, nieporozumienia językowe wyskakują często zza węgła, gdy się ich najmniej spodziewamy.  Niektóre z nich mają nawet swoje techniczne nazwy, ale te zapewne interesują  przeważnie lingwistów.  Nam wystarczy zdumienie nad  nieograniczona niemal wynalazczością ludzi w  sklecaniu koślawych zdań – w piśmie lub mowie – które mogą być źródłem zabawnych nieporozumień. Takie zdanie jak  „człowiek wyje z nudów, a świnia z koryta” wygląda śmiesznie i bezsensownie, bo – w braku dodatkowych wyjaśnień – tworzy fałszywe porównanie między  „wyć” i „wyjeść” – dwoma słowami, których nic nie łączy prócz  tego, że są do siebie przypadkowo podobne.

Można wprawdzie dopowiedzieć sobie brakujące słowa, które
wtedy  jako tako poprawią nieco niezgrabny styl tego zdania:
„człowiek z nudów wyje z miski byle jaką potrawę, tak jak świnia z koryta.” Najlepiej jednak jest unikać tego rodzaju pułapek stylistycznych, chociaż  poeci i pisarze żonglują czasem  słowami w ten sposób, aby  osiągnąć pożądane rezultaty jak np. ośmieszanie napuszonego stylu  lub celowe przyciąganie uwagi czytelnika jakimś komicznym zestawieniem niedających się porównać metafor.
 
Wieści z Wygwizdowa
Niektórzy mężczyźni gwiżdża na widok atrakcyjnej kobiety. W Anglii takie gwizdnięcie nosi nazwę „wolf’s whistle”, chociaż gwiżdżące  wilki należą zwykle do gatunku robotników, gnieżdżących się na rusztowaniach  otaczających nowobudowane domy. Świstaki wydają podobne dźwięki i także gnieżdżą się na wysoczyznach, ale ich gwizdanie ma zapewne inny cel niż wyrażanie zachwytu nad pięknymi turystkami. Gwizdanie nie ma zbyt dobrej opinii w polszczyźnie. Podczas gdy w Anglii widzowie wydają ten charakterystyczny, ostry dźwięk za pomocą – wedle określeń słownikowych – „rurkowato złożonych warg” , aby okazać swe zadowolenie z  aktorów, śpiewaków lub muzyków, w polskich teatrach gwizdanie jest głośnym objawem
dezaprobaty. Anglicy buczą, my gwiżdżemy, bo gwizd ma w polszczyźnie różne negatywne skojarzenia: lekceważenie (” On gwiżdże na opinię publiczną”), agresję („gwizdnął go w jadaczkę”), i strzelaninę („kula gwizdnęła mu koło ucha”).

W moich młodych latach pogwizdywanie łaczono z kradzieżą i stąd zapewne wzięło się powiedzonko „nie gwiżdż koło domu, bo nagwiżdżesz komu”.  Gwizdnąć jako synonim słowa „ukraść” mogło mieć podwójny rodowód: skojarzenie gwizdnięcia z szybkością zręcznego okradania  albo z gwizdem jako sygnałem ostrzegawczym stojącego na czatach wspólnika złodzieja. Wygwizdów to jedyna chyba miejscowość, którą można znaleźć na całym świecie, a szczególnie tam gdzie wicher wyje i wiatry gwiżdżą przez cały rok, deszcz leje co drugi dzień, a gwizd lokomotywy słychać  raz na miesiąc.  Mieszkańcy Wygwizdowa potrafią z pewnością gwizdać na palcach – zdumiewający talent który, w moich szkolnych latach , był przedmiotem wielu gorzkich  rozczarowań dla każdego komu natura poskąpiła tej zdolności.
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: