Gorące Tematy z Gorzałką

Jak woda zmywa grzechy świecona powszednie,
Tak gorzałka wypędza to, co człeka suszy.
A nie tylko pomaga ciału, ale duszy
Dlatego że się nie da frasować nikomu

Trzech Polaków, butelka gorzałki, jakiś drażliwy temat i już mamy wszystkie składniki na spreparowanie zagorzałej dyskusji. Etymologia ludowa głosi, że pierwszym producentem samogonu czyli bimbru był alchemik krakowski który przylepiał na butelki etykietki z napisem „gorzał K”, więc stąd poszła nazwa gorzałki.   Kim był ten tajemniczy gorzelnik? Wśród możliwych kandydatów jest profesor medycyny z XVI-go wieku Akademii Krakowskiej, Kasper ze Skarbimierza, który nawet napisał uczoną  rozprawę „Epistolae alchimicae” (Listy alchemiczne).  Jako lekarz Kasper  był z pewnością zaznajomiony ze „zgorzałym winem”, które istniało w Polsce od XV wieku, gdy nauczono się pierwszych prymitywnych metod dystylowania.  Poprzednikiem tej wczesnej „gorzałki” było zamrażane wino które po odmrożeniu używano jako środek leczniczy , skąd zapewne powstała nazwa „wody życia” czyli akwawity.   Tylko alchemik miał do swej dyspozycji kolby, retorty i inne przyrządy niezbędne do fermentacji i przecedzania wina, z którego produkowano „gorzałkę”.  Uczony doktór-alchemik Kasper pasuje więc nieźle do tajemniczego K. gorzejącego wino w swej akademickiej pracowni.

Gorzałka, tak jak gorączka, gorąco, ogorzały i zagorzały są potomstwem czasownika „goreć, gorzeć”, które wywodzi się z domniemanego korzenia indo-europejskiego *gher-, później ukazującego się w staro-hinduskim „gharma” – „żar, gorąco, pora upałów”. Te prastare ślady są mniej widoczne w słowie „ugór”, które dziś określa pole nieobsiewane przez dłuższy czas i zarośnięte chwastami. Pierwotnie mogło ono mieć znaczenie ziemi spalonej żarem słonecznym. Przy wlewaniu  gorącej kawy lub herbaty do termosu, nie domyślamy się ,że to greckie słowo (thermos= ciepły, gotujący się od  thero = ogrzać) też jest kuzynem naszego gorzenia  i że znane z bohaterstwa Spartan Termopyle to „Bramy Gorące” – tak nazwane od gejzerów, a nie od zażartej bitwy z perskim najeźdzcą.

Wyczucie językowe pozwala nam lawirować, mniej lub więcej bezkarnie, wśród  zdradliwych wirów semantycznych, które mogą łatwo zmienić sens zamierzonej wypowiedzi. Tak np „gorący uczynek” jest dość precyzyjnym określeniem niecnego postępowania i dlatego mąż który wchodzi niespodzianie do kuchni, nie mówi do stojącej przy garnkach żony: „Aha! przyłapałem cię na gorącym uczynku!”. To powiedzonko pożyczyliśmy od starożytnych Rzymian, dla których „flagrante delicto” oznaczało „gorejące przestępstwo” – niezaprzeczalne bo przychwycone w trakcie popełniania.

W tłumie synonimów też można się łatwo zgubić, bo tutaj znowu wchodzi w grę nasza podświadoma znajomość języka. Przymiotnik „gorący” określamy albo  zastępczym synonimem „bardziej ciepły” albo całym zdaniem – „posiadający wysoką temperaturę”. W obu wypadkach grzeszymy mglistą terminologią, bo „ciepły” umyka nam w dalsze mgiełki  słownikowych definicji: „mający temperaturę pośrednią między gorącem a zimnem”. W skwarze letnim, gdy temperatura podskakuje do 30 stopni Celsjusza, wachlujemy się, narzekając, że jest „gorąco”.Ale gdyby termometr w ustach wykazywał tę samą temperaturę, to z pewnością wzywalibyśmy doktora. Natomiast gorący kochanek nie musi trzymać termometru pod pachą  aby dowieść swoją namiętność, chyba że jego zapał ma swe źródło w grypie.

Dziecięca zabawa polegająca na poszukiwaniu ukrytego przedmiotu uczy maluchów innego pojęcia temperatury. Wykrzykniki „ciepło” i „zimno” sygnalizują dystans -bliższy lub dalszy – jaki dzieli młodych uczestników zabawy od znaleziska.  Do innej dziedziny kaloryferycznych metafor należy dość zabawne kojarzenie ciepła z bogatymi kobietami. które było w obiegu wśród bawidamków goniących za posagiem. Ciepłym wdówkom nigdy nie brakowało konkurentów, nawet gdy traktowały ich ozięble.

Pieniądze w płynnej formie gotówki mają więcej wspólnego  z ciepłem niż nam się może wydawać. W pierwotnym znaczeniu, „gotowanie” nie miało żadnego związku z kuchnią i garnkami.  Kobiety z wyższych klas społecznych spędzały więcej godzin w gotowalni niż przy kuchni, bo ten pokoik do upiększania się był w dawnych czasach konieczny do upinania długich włosów w skomplikowane fryzury, nie mówiac już o naklejaniu kokieteryjnych „muszek” i nakładaniu innych ozdób.

Dawno temu „gotowiec” i „pogotowie”  oznaczały potrawę przyrządzoną „na chybcika”, nie wymagającą dłuższego „warzenia” i gotową do jedzenia.  Z czasem „gotowość” potraw pomylono z przyrządzaniem takiego „szybkojadła”  i w ten sposób narodziło się pojęcie  „gotowania” na ogniu. Dlatego dziś mówimy, że pani domu zgotowała gościom niespodziankę gdy ugotowała na kolację czarną polewkę zamiast łososia w śmietanie.
*  *  *
Sieciowe łącze internetu ułatwiają stapianie się języków całego świata w „nowospik”, w którym albo obce słowa przyjmują swoiste dźwięki  lub swojskie wyrażenia nabierają dziwnych obcych akcentów. Mowa naszych praojców wędrowała innymi szlakami, ale naśladowanie obcych słów było widocznie szeroko rozpowszechnione wśród wielojezycznej ludności. W niektórych wypadkach obce słowo mogło być uważane za magiczne zaklęcie i to było wystarczającym powodem aby zaadoptować je w celach liturgicznych. Tak np Słowianie skojarzyli słowo „wireti”- nasze polskie „wrzeć, warzyć” – z gorącymi zródłami i bulgotaniem wulkanicznego błota (czeskie Karlove Vary).  Dla innych ludów słowo to określało coś  gorącego, więc Anglosasi przyjęli je jako „warm”, Lotysze jako „wars” (zupa) a Polacy jako wrzątek, warząchew i piwowarstwo. Co kraj, to inny słowny obyczaj. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: