Galimatias Europejski

„Gdy profesorowi X zwracano uwagę na nieporządek panujący w bibliotece seminaryjnej odpowiadał, że chaos jest lepszy od porządku. W chaosie bowiem wprawdzie niczego nie można znaleźć, ale też nigdy niczego nie można zgubić.”

W Zjednoczonej Europie to jedno słowo: „galimatias” będzie zrozumiałe nie tylko dla nas, ale także dla Anglików, Francuzów, Hiszpanów, Niemców i kilku innych narodowości. Nikt nie jest pewien jego etymologii, ale wiadomo, że pojawiło się po raz pierwszy we Francji XVI-go stulecia w pierwotnej formie jako gallimafrée – mieszanina w rodzaju naszego bigosu albo grochu z kapustą. Być może był to zlepek dwóch słów francuskich, („galer” – zabawiać się  i  „mafrer” – objadać się) z  których Anglicy zrobili „gallimaufry”, odmienną wersję galimatiasu. Tak czy inaczej, galimatias zasługuje na specjalne wyróżnienie jako  lingwistyczne ziarenko z którego wyrośnie  zbliżenie ogólno-europejskie. Być może „galimatias”  pojawi się nawet w spisie euro-potraw – coś w rodzaju kulinarnej Konkordy.

Nikt z nas nie lubi bałaganu (słowo pożyczone z rosyjskiego) bez względu na to czy jest on skutkiem działania biurokratów czy też wynika ze złośliwości  przedmiotów codziennego użytku, które uporczywie gromadzą się bez ładu i składu w szufladach, na biurkach i w szafach, buntując się przeciwko wszelkim usiłowaniom zdyscyplinowania ich niesfornej  natury.  Bałaganem nazywano pierwotnie budy jarmarczne i stragany uliczne, gdzie towary różnego gatunku, jarzyny, owoce i nabiał walczyły o pierwszeństwo w nieładzie różnorodności.  Tym samym mianem „bałaganu” obdarzano także budy wędrownych teatrzyków i cyrkowców.

Dla starożytnych Greków, „chaos” był początkowo uosobieniem bekształtnej  materii w pustce, z której ewentualnie wyłonił się uporządkowany świat. Ten stan nie trwał długo, bo ludzkość ma przedziwne zamiłowanie do bezładu i potrafi wprowadzić rozgardiasz, publiczny lub prywatny, w każdych okolicznościach i bez względu na to gdzie on ma on zapanować. Ulice, domostwa, biurka, szuflady, szafy i ogólnie mówiąc każde miejsce, gdzie coś da się zachachmęcić w celu twórczej gmatwaniny, nadaje się doskonale do zbałaganienia.

Gromada synonimów stłoczona w polu semantycznym nieładu jest zapewne wskaźnikiem tego dość typowego dla Polaków talentu do improwizacji i niechęci do dyscypliny niezbędnej do utrzymywania porządku.  Niektóre z tych licznych synonimów sąsiadują z pokrewnymi pojęciami zamieszania, tumultu i wrzasków. Weźmy np „rozgardiasz” który, jak  powiada Brueckner, pojawiał się dawniej w formie „rozgardjasu” i oznaczał „biesiadowanie”. Jakie te staropolskie  biesiady były  wiemy  z licznych relacji świadków naocznych. Trudno się dziwić, że słowo to chybocze się dziś na pograniczu rwetesu i porozrzucanych w nieładzie klamotów.

„Rwetes”, słowo pochodne od „rwania” łączy bałagan z hałasem i bieganiną, którą zdesperowana pakowaniem walizek na wakacje pani domu ma prawo nazwać także „urwaniem głowy”.  Jeśli w takim momencie niespodzianie pojawia się na progu domu dawno niewidziana  ciocia Petronela, nastaje „sądny dzień” i pani domu oświadcza z błędnym uśmiechem, że dostaje „kołowacizny”.Nazwa ta jest wprawdzie potocznym określeniem choroby owiec, objawiającej się kręceniem zwierzęcia w koło, ale doskonale pasuje do zamętu w głowie, spowodowanym zbyt szybkim i chaotycznym biegiem wydarzeń. Osoba, która skołowaciała w domowym zawirowaniu, nie zawsze dostaje „kręćka”. Te objawy są bardziej zbliżone do „bzika”, którego zwykle dostaje się na jakimś punkcie – np porządkowania bałaganu który, jak każdy doświadczony człowiek wie, jest normalnym stanem rzeczy w każdym domostwie.

W ciemniejszych zakątkach pola semantycznego galimatiasu kryją się takie synonimy jak „kołomyjka”, „sodoma i gomora”, nieco dosadny „bajzel” i jego bliski kuzyn „burdel”, oraz  pożyczki z obcych języków: „snafu” („Situation Normal All Fouled Up – sytuacja  normalna wszystko w rozgardiaszu; są także inne, niecenzuralne wersje), „tohuwabohu” ( z hebrajskiego tekstu Biblii – bezkształt i próżnia czyli chaos) i z mitologii greckiej – „stajnia Augiasza” – miejsce tak niesłychanie zaniedbane, brudne i pogrążone w nieładzie, że trzeba na nie Herkulesa, aby mu dał radę. Jakimi krętymi drogami słoworóbstwa  włóczył się ukraiński taniec ludowy, aby stać się synonimem bałaganu i zamieszania w polszczyźnie,wymagałoby  głębszych dociekań naukowych. Słowniki twierdzą, że nazwa tańca pochodzi od miasta Kołomyja (dziś centrum sztuki huculskiej) , ale nie wyjaśniają pochodzenia takich powiedzeń jak „wciąż toczy się biurokratyczna kołomyjka”.To samo miasteczko dało nam także pogardliwe określenie „Anglik z Kołomyji” na kogoś, kto usiłuje nieudolnie pozuje na Anglika, popisując się znajomością kilku słów.

Bałagan jest niewybredny. Pojawia się w domu i w pracy, na stole, pod łóżkiem, w szafie i w kuchennym zlewie. Często potrafi także zaistnieć w głowie, ale wtedy zwykle mówimy, że powstał tam „mętlik” – interesujące słówko, które kręci się wokół takich pojęć jak smętek i bałamut. Te, z kolei, należą do sfery psychologii, a nawet czarów pod postacią Smętka, po którego tropach wędrował dawno temu Melchior Wańkowicz. Miałem zamiar dodać jeszcze kilka synonimów galimatiasu, ale na moim biurku panuje „kawalerski porządek”. Może innym razem…
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: