Żądza dialogu

” Ja tutaj bardzo wiele słyszałem o dialogu. Ten dialog, proszę państwa, ta żądza czy wola dialogu przejawiła się tu, jak zrozumiałem, w wielu państwach wypowiedziach   (Leszek Balcerowicz w Sejmie)
„Otóż uważam, że drogą do znalezienia jednak jakiejś płaszczyzny porozumienia, ­ bo to jest konieczne dla Polski, ­ jest dialog, przede wszystkim dialog, niezależnie od tego, co kto tu powiedział na temat dialogu…Najgorzej, jeśli dialogu nie ma” (Marszałek Sejmu, Marek Borowski)

Każdy parlament, bez wyjątku, jest teatrem monologujących aktorów, których specjalizacją jest tragikomedia znana także pod nazwą polityki. Politycy uważają swoje monologi za przemówienia, te zaś są wygłaszane albo w formie pytań albo jako opinie partii, którą poseł reprezentuje. Przemówienie może też być w części lub w całości, „pomówieniem”, które polega na skierowaniu do zebranych posłów odpowiednio spreparowanych pytań z kategorii  „czy pan poseł Iksiński przestał bić swoją żonę? wystarczy krótkie tak lub nie”.  W takich momentach stróż obyczajów parlamentarnych, którego w Polsce nazywamy marszałkiem, a w Anglii „spikerem”, może skarcić pomawiacza albo wyłączyć mu mikrofon w celu uniemożliwienia  dalszych pomówień tego rodzaju. Poseł obdarzony silnym głosem może jednak wykrzykiwać takie pytania w nadziei, że zostaną dosłyszane przez obecnych w sejmie reporterów.

Dialog – o którym dużo się ostatnio słyszy w Sejmie – różni się tym od monologu, że są do niego konieczne conajmniej dwie osoby które, w idealnych warunkach, mówią na przemian. Dialog, w którym wiele osób stara się mówić równocześnie, przemienia się stopniowo w szum, gwar wielu głosów, hałas, harmider, wrzawę, zgiełk i tumult.  Wśród  licznych synonimów kakofonii spowodowanej dialogiem w którym każdy uczestnik usiłuje przekrzyczeć innych rozmówców , na szczególną uwagę zasługuje „harmider” – słowo rodem z dawnej Persji, które przywędrowało do nas przez stepy ukraińskie.  „Harami deresz” było dawno temu nazwą dla „dołu rozbójników”, w którym napastnicy czyhali na podróżnych., wyskakując znienacka i niewątpliwie siejąc postrach i zamieszanie wrzaskami i strzelaniną.  Z biegiem czasu zapomniano o bandytach, ale pamięć hałasu zostawiła swój podpis w słowie „harmider”.

Dialog brzmi bardziej elegancko niż gadanina, ale przetłumaczony z greckiego na polski oznacza po prostu: rozmowę (dia- przez, roz- i legein-mówić).   Etymologia „mowy” (dawno temu „mołwa” – hałaśliwy gwar) świadczy o wrodzonej kłótliwości lub conajmniej gadulstwie naszych przodków, którzy widocznie lubowali się w przemowach, odmowach, wymówkach oraz, być może, w zamówieniach na oszczepy i bursztynowe naszyjniki od przejezdnych kupców.  W braku magnetofonów z nagranymi głosami praszczurów, możemy tylko domyślać się dlaczego mowa i wrzeszczenie miały kiedyś to samo źródło. Jednym z wielu powodów była zapewne konieczność wychwalania własnych zalet i osiągnięć przez członków szczepu w celu osiągnięcia władzy co, z kolei,  dawało najgłośnieszemu chwalipięcie prawo do lwiej części łupów. Parlamenty krajów demokratycznych są dziś repliką tych szczepowych popisów oratorskich z tą różnicą, że zwycięża w nich najliczniejsza partia polityczna.

Żądza dialogu może skłonić polityków do szukania rozmów „w cztery oczy” , nawet jeśli bierze w w nich udział więcej niż dwie osoby. „Cztery oczy” w kontekście rozgrywek partyjnych oznacza nie tyle „sam na sam”, co  „bez niewygodnych świadków”  (ewentualnie: bez udziału posła Leppera).  Niemal każda rozmowa da się „prowadzić”, jak potulny koń, chociaż jeśli takie pertraktacje trwają zbyt długo, wówczas obserwatorzy mogą dojść do wniosku, że rozmowy „ciągną się” (jak guma do żucia)  lub „przeciągają się” (jak rozleniwiony pies). W takich sytuacjach, pożądliwi dialogów uczestnicy mogą „zerwać” rozmowy w celu skierowania ich na nowe tory, które pozwolą im potoczyć się w bardziej żwawym tempie.

Pole semantyczne rozmowy i jej synonimów przyciąga ku sobie wiele  takich właśnie czasowników, które pozwalają nam ocenić z więszą precyzją z jakim gatunkiem dialogu mamy do czynienia.  Przymiotniki spełniają podobną rolę, chociaż pod wpływem manipulowania słowami przez speców przemysłu PR, mają one często wiele podskórnych znaczeń. Tak np „konstruktywna wymiana zdań” określa sytuację, w której uczestnicy rozmów w „cztery oczy” usiłowali sią wzajemnie przekrzykiwać przez pół godziny w całkowicie jałowych „pyskusjach”.

Jeśli rozmowy „urwały się” nagle, ale zostały wznowione po pewnym czasie, wówczas obie strony szukać „nici porozumienia”, która  pozwoli im „nawiązać” do urwanych wątków.  „Zagajanie” dyskusji przez przewodniczącego nie ma nic wspólnego z ochroną środowiska, chociaż może on ostrzec pożądliwych uczestników dialogu, że „im dalej w las, tym więcej drzew” lub, innymi słowy,że w gąszczu przydługich tyrad obrady nie będą „owocne”.

W jednej kadencji Sejmu słowo „dialog” padło” tylko 94 razy i najczęściej w dyskusjach na temat stosunków międzynarodowych. Jak każdy wie, takie międzypaństwowe dialogi prowadzone są raczej mozolnie z pomocą tłumaczy, na których ciąży niezwykle trudne i niebezpieczne zadanie pogodzenia nieprzetłumaczalnych  idiomów, przysłów i metafor  w dwóch  wzajemnie niezrozumiałych językach. Takie dialogi są zwykle chronicznie kulejące. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: