Bać się czy nie bać

Hej, panienko! dla Boga!
Czy się boisz Polaków?…”
Wincenty Pol (1807-1872)

Potknąłem się kiedyś nieopatrznie o jeden z tych sondaży opinii publicznej, które dziś uchodzą za wyrocznię, bo lud rzekomo przemawia głosem odurzonej „marychą” Pytii delfickiej.Pytanie, na które badacze vox populi szukali odpowiedzi, było samotne jak palec w bucie, ale odpowiedzi na nie były niezliczone.”Czego się najbardziej boisz ?” zapytano gromadę obywateli polskich obojga płci.

Z licznych odpowiedzi wynikałoby, że nasz skadinąd bohaterski naród boi się własnego cienia, nie mówiąc już o takich mało prawdopodobnych nad Wisłą wydarzeń jak trzęsienie ziemi (9%) i nieco bardziej możliwy huragan (6%). Najwięcej osób boi się padnięcia ofiarą nieuleczalnej choroby (58%) co jest całkowicie zrozumiałe, nawet  jeśli  możemy pocieszać się myślą o dramatycznych postępach w leczeniu wielu dawniej nieuleczalnych chorób.  Tylko życie, jak to kiedyś zauważył dowcipny filozof, kończy się niechybną śmiercia, więc należy zatem do tych chorób na które nie ma i nigdy nie będzie lekarstwa.

Kobiety, które wskakują z piskiem na krzesło, gdy przez pokój przebiegnie wystraszona mysz, trzymają w ręku komputerową myszkę i nawet poniewierają nią bez  odrobiny lęku.  Pająki, nietoperze, szczury, dentyści i latające spodeczki także mogą wzbudzać irracjonalne odruchy przerażenia w jednych osobach, podczas gdy inne obawiają się samotności, starości,  czarnych kotów, ciąży lub duchów.  Na banie się nie ma rady, bo każdy z nas, prawie bez wyjątku, boi się kogoś lub czegoś. Ludzi, którzy twierdzą uporczywie , że nie mają absolutnie żadnych obaw, należy traktować z  pobłażaniem należnym potomkom Stefka Burczymuchy.

Strach ma nie tylko wielkie oczy, ale ukrywa się także pod wieloma bliskoznacznymi słowami. Jest ich tak wiele, że trudno się czasem połapać, który z nich najlepiej pasuje  do tej czy innej sytuacji – gdzie, jak i kiedy należy go użyć.  Bojaźń i bojaźliwość na przykład nie zawsze mają to samo znaczenie. Przysłowie ludowe głosi, że: „miłość z bojaźnią nie stoi, nie miłuje, kto się boi”, ale religia poucza nas o potrzebie „bojaźni bożej” co, w tym wypadku, należy poprawnie tłumaczyć jako „nabożną cześć” raczej niż jako paniczny strach przed naszym Stwórcą.  Innym mylącym pozorami synonimem strachu jest „obawa” , a zwłaszcza jej nadużywana forma czasownikowa  „obawiam się” ( ang. „I am afraid”).  Gdy szef mówi do pracownika: „obawiam się, że muszę wyrzucić cię z pracy”, to nie mamy tutaj bynajmniej do czynienia z  bojaźliwym dyrektorem, który drży ze strachu na samą myśl o czyimś bezrobociu. Wprost przeciwnie, takie zdawkowe frazesy używane są głównie w celu odwrócenia  uwagi ofiary od wiszącego nad jej głową ciosu losu lub niechybnego rozczarowania  (np „obawiam się, że bilety są wyprzedane…że nie jestem w stanie spełnić twoich oczekiwań… że nie stać nas na nowy samochód itp).

Inny bliskoznacznik strachu – lęk – błąka się w poczekalniach psychoanalityków, gdzie nosi zwykle nazwę „fobii” czyli chorobliwej odmiany lęku, która zazwyczaj nosi jakąś imponującą grecką nazwę, jak agorafobia lub klaustrofobia (obawa przed otwartą przestrzenią/ zamkniętym pomieszczeniem). Ale nawet w tym polu minowym synonimów trzeba poruszać się ostrożnie, bo np polonofobia czy anglofobia ma znaczenie niechęci  lub wstrętu do Polaków/Anglików, a nie chorobliwej bojaźni przed nimi. Ostrożność nie zawadzi także w zetknięciu z osobą. która wpada w popłoch na widok szklanki z wodą, bo hydrofobia jest zwykle pierwszym sygnałem wścieklizny. Mężczyzna, który czuje odrazę do kobiet nie jest ginofobem, lecz mizoginem. W polszczyźnie nie ma słowa na określenie wstrętu kobiet do mężczyzn i nawet „mizantrop” (odludek) nie posiada żeńskiego rodzaju. Jest to swego rodzaju gwarancją dla akuszerek i ginekologów, że nie muszą obawiać się bezrobocia.

Grecki bożek Pan ponosi odpowiedzialność za panikę, którą rzekomo wywoływał swoimi wrzaskami, gdy  latał nocami jak opętany po górach i lasach w pogoni  za nimfami i dziwożonami. Panika to nasz bardziej swojski „popłoch”, który ogarnia stado płochliwych zwierząt lub tłum ludzi  zmuszając ich do bezładnej ucieczki w nieokreślonym kierunku.  Starożytne zioło znane jako „popłoch pospolity” (Onoperdon acanthium)  nie wywołuje paniki, a nawet wprost przeciwnie – wyciąg z tej rośliny jest skutecznym środkiem w leczeniu raka.

O tym czym jest strach i jego synonimy  dowiadujemy się z  czasowników i przymiotników, którymi te słowa zwykle się otaczają. Niektóre z nich są dość dziwaczne i trudne do wyjaśnienia. Dlaczego np mówimy „najadłem się strachu”, jakby to była jakaś potrawa do zaspokojenia wewnętrznego głodu?  Albo gdzie znajduje się opis sposobów przy pomocy których udaje się pomyślnie „uśpić czyjeś obawy”? Sianie popłochu łatwiej zrozumieć, bo to pewnie samosiejka pokrewna „cykorii”.

Jeśli chcemy wierzyć sondażom, to nie ma takich ludzi na tej planecie, którzy by nie byli podszyci tchórzem. Niestety, skrzętni badacze opinii publicznej nie biorą pod uwagę poglądów tego płochliwego zwierzaczka, które od wieków dostarcza nam swego futerka na podszewkę naszych dygoczących osobowości. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: