Chabety i dryganty

„Co jest, że tak poselska izba nasza błądzi?
Nie dziwuj się, bo wałach drygantami rządzi.”
Daniel Naborowski (1573-1640)

Xiądz. Benedykt Chmielowski, „dziekan rohatyński, firlejowski, podkamieniecki pasterz”   słynie do dziś ze swej zwięzłej definicji czworonoga naukowo znanego jako „equus caballus”: „koń jaki jest, każdy widzi”, napisał ów pseudo-erudyta i rzecznik wieku ciemnoty w  swej popularnej w epoce Sasów  encyklopedii dla szlachty („Nowe Ateny albo Akademia wszelkiej scyencyi pełna..1745”).  Nic dodać, nic ująć. Szlachcic, który „jadł, pił i popuszczał pasa”, nie potrzebował długich i uczonych  wywodów o zwierzęciu, z którym był na „ty” od wczesnego dzieciństwa. Ignorant – encyklopedysta z Podkamieńca znał mentalność swych czytelników i dlatego poświęcił więcej stron opisowi mitologicznych i nieistniejących smoków, jednorożców i ryboptaków niż zwierzętom domowym które, jak to bystro dostrzegł, „są takie, jakie są”.  Dziekan Rohatyna nigdy by jednak nie przypuszczał, że jego definicja znajdzie się w powieści prawdziwego erudyty XX wieku, słynnego  autora „Imienia róży”, Umberta Eco. W książce „Baudolino”, na pytanie „jaki jest koń”, Poeta , jeden z bohaterów, odpowiada:  „koń jaki jest każdy widzi”.

A konie są cisawe, bułane, siwe, srokate i gniade, maści i kształtu wszelakiego, wielkie i ciężkie, zgrabne i wysmukłe jak baletnice, zdatne tylko do orki albo do boju, zwinne i ociężałe, mądre i tępe. Są wśród nich arystokraci rasy  końskiej z rodowodami dłuższymi od najstarszych rodzin książęcych; są też sterane ciężką harówką chabety, które już nawet zębów nie potrafią szczerzyć, gdy ludzie mówią, że maja końskie zdrowie.Słowo „koń” jest szczególnie słowiańskim wymysłem, odbiegającym daleko od bardziej  językowo rozpowszechnionego rdzenia proto-indoeuropejskiego  *ekwo-. Lingwiści podejrzewają. że to prasłowo nie przypadło Słowianom do gustu, bo było najprawdopodobniej obwarowane dla nich jakimś religijnym tabu. Prof. Brueckner snuje różne domysły o pierwotnej nazwie konia, ale ostatecznie skłania się do formy „komń”, bo istniały kiedyś takie słowa jak „komosić się – brykać” oraz „jechać komonnikiem” czyli konno. Tak czy inaczej, polszczyzna obfituje zarówno w liczne synonimy jak i słowa z obcych języków związane z nazwą koni.

Rumak, ogier i bachmat przyszły do nas wprost od Tatarów –  ludzi tak zrośniętych z koniem od dzieciństwa do starości, że sam ich widok wystarczył zapewne, aby w greckiej wyobraźni  powstała przedziwna rasa centaurów – człowiek do pasa, a reszta to koń. Arab, koński arystokrata, znany był w Polsce od wieków, zaś spokrewniony z tą  gorącokrwistą rasą, hiszpański dzianet, był koniem króla Jana Kazimierza, o którym wspomniał Henryk Sienkiewicz w „Potopie”.  „Dzianet” jest spolszczonym słowem hiszpańskim „jinete – jeździec”, które pochodzi od nazwy berberyjskiego szczepu Zinetów, słynnych ze swych popisów hipicznych (z greckiego „hippo – koń”).

Łaciński koń ,”equus”, znalazł się w polszczyźnie jako rzadko używane słowo „ekwici” – klasa rzymskich dorobkiewiczów i lichwiarzy, których było stać na kupno konia – ówczesnego Mercedesa – ale którzy nie mieli prawa zasiadania w senacie. Nasza swojska „kobyła” brzmi podobnie do hiszpańskiego „caballo”, późniejsza nazwa konia w łacinie, „caballus” i włoski „cavallo” dały nam kawalera, kawalerię, kawalerzystę i kawalkatę. Szwoleżerowie – lekka kawaleria – przygalopowali z Francji  (chevaux-legers od cheval, koń i leger, lekki), tak jak ich ciężkie, robocze perszerony (hodowane w  rejonie Perche).

„Drygant” albo „dryś” jest dziś rzadko spotykanym i niezbyt jasno sprecyzownym określeniem zarówno ogiera jak i wałacha, a w starobiałoruskim (lićwinskim) tak nazywali dawniej źrebca. W niektórych okolicach Polski drygantem nazywają także oberek – taniec, który przypomina trochę zachowanie ognistego ogiera.

Konie i męski szowinizm idą w zgodnej parze, więc trudno się dziwić, że samice końskiego  rodu mają zazwyczaj  takie pogardliwe nazwy jak szkapa lub chabeta, nawet gdy niektóre okazy wynędzniałych i łysych pariasów końskich są rodzaju męskiego (lub nijakiego). „Klacz ” – pożyczka z rosyjskiego – też jest spowinacona etymologicznie z „klępą” która, jeśli nie jest samicą łosia, oznacza ociężałą, podstarzałą i niezgrabną kobietę. Jeśli ktoś ma ochotę zagłębić się w rozległą i tajemniczą dla mieszczuchów wiedzę o rodach i gatunków tego niezwykłego i pięknego zwierzęcia, to może dowiedzieć się o istnieniu dawno zaginionych tarpanów, dzikich koni z czarnomorskich stepów, o kucach islandzkich i  miniaturowych falabellach z Południowej Ameryki.

Wypierane coraz brutalniej przez  agresywnego i morderczego „konia mechanicznego”,  nasze rumaki, mierzynki, chmyzy i kucyki można jeszcze oglądać tu i ówdzie, głównie w telewizji, podczas parad wojskowych lub rozruchów, w których bierze udział konna policja.  Koń na biegunach to staroświecka zabawka pradziadków,z której młode pokolenie, uzbrojone w gry komputerowe, może się tylko śmiać w kułak.  Były takie czasy, gdy mówiono o nas, że ” Lach bez konia jak ciało bez duszy, jak chłop bez świni, Żyd bez kozy, diak bez psałterki, a gospodarstwo bez kota na zapiecku”. Dziś możemy tylko wzdychać nostalgicznie, patrząc przez okno na malucha rdzewiejącego przed domem. Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: