Bez cienia ani rusz

Cień w trudzie, cień we znoju cieszy podróżnego,
Cień bydło, cień pastuszka obżywia nędznego.
Gdyby nocnej na ziemię cień nie puszczał rosy,
Biedne by nasze zboża nie doszły pokosy,
Mizerny by nasz wiek był, kiedyby swojego,
Światu cień nie użyczał płaszcza czarniwego
Daniel Naborowski (1573-1640)
Nagminne w dzisiejszej Polsce wprowadzanie angielskich słów do naszego słowiańskiego języka oburza wielu purystów. Z upływem czasu  te obce nabytki , importowane na fali towarów i usług wszelkiego gatunku, zmiękna w kąpieli polskich spółgłosek i za kilka pokoleń nikt już nawet nie będzie pamiętał, że to czy inne słowo zrodziło się poza granicami kraju. Każdy prawie język jest takim zlepkiem rodzimych i adoptowanych słów i polszczyzna nie jest wyjątkiem.  Pod wieloma warstwami  przemian fonetycznych i znaczeniowych kryją się tajemnice prawdziwego rodowodu wielu na pozór czysto polskich słów.

Cień  – na pierwszy rzut oka –  ma taki właśnie nieskazitelnie polski wygląd; dźwiękowo, zmiękczone „c” i miękkie, nosowe „ń”,  zdają się wskazywać na słowiańskie korzenie. Oczywistym źródłem poszukiwań jest, w pierwszym rzędzie, staro-cerkiewno-słowiański język stworzony w IX wieku przez  misjonarzy greckich  Cyryla  i Metodego. Świątobliwi bracia-słoworoby czerpali natchnienie z gwary ich środowiska w okolicach Solunia (Saloniki) i tą drogą wiele greckich słów weszło w języki słowiańskie.

Grecki cień, „skia”, powędrował na Słowianszczyznę w potrójnej postaci –  jako „cień, ścień i sień”. Prawdopodobnie, sień – bezokienna przestrzeń między wejściem a główną izbą  – była pierwszym słowiańskim wcieleniem  greckiego cienia.  Dopiero nieco później, gdy zabrakło słowa na  tego nieodstępnego  sobowtóra, który włóczy się wszędzie za nami, pojawił się „cień” na określenie tych ciemnych kształtów, które światło potrafi wyczarować znikąd.

W moim dzieciństwie rodzice zabawiali nas domowym teatrzykiem „chińskich cieni” co, na białej ścianie oświetloej tylko lampą naftową  lub świecą, miało magiczny wpływ na młodą wyobraźnię. Strzygające długimi „słuchami” cienie zajęcze, ujadające ogary i  profile czarownic i potworów pojawiały się na białym ekranie gdzie jedynymi „aktorami” były rodzicielskie ręce i palce układane w przemyślnie ożywione cienie.  Nieco później, nasze teatralne ambicje powiodły nas do odgrywania milczących pantomin na tym samym tle –  sztuka zwana niekiedy „hiszpańskimi cieniami”.
Cieniście było nie tylko pod liściem lipy czarnoleskiej, gdzie Jan Kochanowski gwarantował swym  gościom  chłodny wypoczynek.Grecki „skene – namiot” przyjął się u nas w formie „ściany”, bo ta również dawała cień i schronienie, nie mówiąc już o wspomnianych  powyżej możliwościach  teatralnych.  Kto wie, czy pierwsze pomysły przedstawień teatralnych  nie zrodziły się pod namiotami koczowników, bo słowo „scena” jest ściśle splątana z greckim  „namiotem” i jego pokrewnym „cieniem”.  Oświetlone od wewnątrz  namioty  i  cienie ich mieszkańców  są – jak wie każdy harcerz i kempingowiec – bezpłatnym teatrem  żywych „chińskich”  cieni. Jako nieodłączny towarzysz człowieka od kolebki do grobu, cień musiał niechybnie wzbogacić nasz język frazami, metaforami i zwrotami mowy, którymi porozumiewamy się codziennie z naszymi bliźnimi. Gdy włochaty troglodyta po raz pierwszy rozpalił ognisko i ujrzał swój olbrzymi cień chyboczący się na ścienie jaskini, z pewnością ogarnął go taki strach, że rzucił się do ucieczki przed tym tajemniczym intruzem. Po upływie czasu, człowiek przestał „bać się własnego cienia”, ale uznał tego ciemnego towarzysza za swego bezcielesnego sobowtóra, który po śmierci odchodził do krainy elizejskich cieni. Przypadkowe lub naumyślne nadepnięcie na cień drugiej osoby jest do dziś  traktowane w niektórych grupach kulturowych jako poważne naruszenie etykiety. Tu i tam cień kobiety, zwłaszcza teściowej, uważany jest przez mężczyzn za zły omen, którego należy starannie unikać. W naszym cywilizowanym świecie pozostały tylko ślady tych przesądów w takich frazach jak „rzucać na kogoś cień podejrzenia” albo „usuwać kogoś w cień”.

Cień kładzie się, gra na przemian ze światłem, tańczy po ścianach i suficie, ale jest tak nieuchwytny i  dwuwymiarowy, że stał się  symbolem istnienia na pograniczu nicości. Cienie pod oczami są już pierwszym objawem wędrówki do tego mizernego stanu, w którym ktoś zaczyna najpierw wyglądać jak cień aż w końcu pozostaje z niego tylko cień dawnej osoby. W metaforycznych jednostkach pomiarów takich jak odrobina, kruszyna, ździebełko, krztyna lub ociupinka, „ani nawet cienia” (prawie wcale) idzie zwykle w parze z  takimi abstrakcyjnymi rzeczownikami jak prawda, wątpliwość, żal , przesada , satysfakcja i wiele innych.

„Gabinet cieni” to głównie anglosaski wynalazek, którego nazwa łączy w sobie pojęcie „cienia rządu” czyli głównej partii opozycyjnej wraz z ideą „śledzenia” każdego ministra w rządzie przez  jego „cień”, czyli przez  członka gabinetu cieni, pełniącego podobną  funkcję. Cień , nawet urojony, jest także niezbędnym partnerem dla bokserów w treningu. Wprawdzie nie jest go łatwo znokautować, ale o to przecież chodzi w sparingu: bokser uczy sie od cienia jak usunąć swego rzeczywistego przeciwnika w cień.   Innymi słowy – bez cienia ani rusz.
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone ©Stefan Grass

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: