Poezja 2012 – cz.2

Jesienne Sny
Dałaś mi w podarunku
Pustkę malowaną błękitem
Zgubiłem się w niej jak obłok
Pędzony wiatrem do nikąd.

Twój powitalny pocałunek
Miał zapach jesiennych dni
Kilka słów jak szelest
Kolorowych liści-potem sen.

Przyfrunęłaś na wiotkiej nici
Babiego lata, omotałaś serce
I legowisko tam sobie usłałaś
Na mroźną zimę bez księżyca.

Będziemy razem śnić o wiośnie
O druidach na Wzgórzu Prymulek
O rytuałach pod jemiołą z dębu
I pocałunkach, które nas obudzą

Żywioły w Noc Niebieskiego Księżyca
Słuchały mych próśb salamandry ognia
Trzaskiem płomieni przyrzekając miłość.
Nimfy jeziora, przepiękne zwodnice
Zapraszały mnie w głębie bezpowrotne.
Sylfy, w rydwanach pędzących obłoków
Chciały bym stał się skrzydlatym Ikarem.
Ziemia nuciła mi cichy hymn nocy
Do snu kołysała serce mych nadziei
Że świt-skowronek wzbije się do nieba
Gdzie na gwiazd progu złoży me marzenia.

W tę noc sierpniową , na progu jesieni,
Blask niebieskiego księżyca na niebie
Snuł nici pajęcze tajemniczych zmian.
Gwiazdy, kocie oczy, na drodze mych snów
Pielgrzyma, ziemi wiecznego tułacza,
Ukazały mi Miasto Świateł- cel mej
Wędrówki, gdzie znajdę zgubioną miłość.
Jak alchemik ufny w magię swej kolby
Zamienię w złoto twe serce z kamienia
Co dalej? słucham, co mi księżyc powie.

Ziemia Obiecana
Tułam się w bezdźwięcznych korytarzach
Samotnych labiryntów dawnych lat
Natężam słuch, bo mówiłaś mi kiedyś
Że twoje słowa będą ciche jak szept
Skrzydeł ćmy zakochanej w blasku świecy.

W klepsydrze ziarnka piasku odliczają
Sekundy kolorowych snów o tobie.
Otula mnie puszysta ciemność nocy,
W palcach różaniec chwil niezapomnianych
Tych, zapisanych w złotej księdze życia.

Przede mną tylko ziemia obiecana
Nieprzewidzialnych cudów i wydarzeń.
Kij pielgrzyma, tobołek pięknych marzeń.
Twoje serduszko schowam do plecaka
I jak w piosence, ruszę w drogę dalej

Ostatnie Spotkanie
Widziałem, cię, gdy byłaś pochylona
Nad krzakami róży, woń ich wchłaniając
Tak jakbyś chciała zmienić się w perfumy
Aby mnie odurzyć zapachem twych warg
Rozpalonych jak czerwień płatków róży
Otulających zębów twoich białość.

To było nasze ostatnie spotkanie
W tym cichym ogrodzie Królowej Marii
Gdy miękki lipcowy wieczór przyrzekał
Ci róże bez kolców w moich ramionach
W twoich szeptach pamięć tego spotkania
We łzach wzruszenie naszego rozstania.

Nie płacz. Weź ze sobą tylko róż zapach
Zostaw mi dotyk delikatnych płatków-
Pocałunków, które nigdy nie zwiędną
Nawet gdy zimny podmuch wichrów losu
Rozłączy nas bezpowrotnie w tym życiu
Aby nas kiedyś połączyć na zawsze.

Cirrocumulus fractus
Chmury-aniołów tajemne graffity
Mądrość wiatrów  zaklęta w krople wody
Moje myśli i strzępy sennych marzeń
Wplątane w taniec wieczorny obłoków.

I nagle-fraktalny cirrocumulus,
Biała smuga kół mojego rydwanu,
Tętniących kopyt dzikiej wyobraźni
W pędzie na oślep za okruchem złota.

Szczęście-ten drogocenny kruszec życia
Niby bliski jak te anielskie bazgroły
Deszczem ciężarne, z przyczajonym gromem
Jednak żar słońca zwodniczo kryjące.

Wicher zmian już zmazuje tę smugę
Nadziei. Rydwan znikł w cieniu chmury
W błękit nieba moją ufność otulam
I będę czekał…byle nie za długo.

Pamięć Dawnych Spotkań
Pamiętam tylko, że smugi deszczu
Spływały po szklistych oczach domu.
A potem był uśmiech i coś jeszcze,
Może złote nitki słońca wplątane
W twoje ciemne jak zmrok włosy.
Albo jedno spojrzenie błękitu
Nieba i zachwyt w twych oczach.
Gdy budziłaś wspomnienia.

Nie wiem czy mi znikniesz w jesiennych
Odlotach i usłyszę tylko smutny krzyk żurawi
Czy może przezimujesz w moich żywopłotach
Zaczarowana w srebrne płatki Śniegulinki.
Gdy nadejdzie wiosna, odwilż lód roztopi
Wtedy spotkamy się tak, jak kiedyś bywało
Gdy księżyc w gwiazdach rozkochany świecił
A my? Twój szept, moje ramiona, usta.Cisza.

Mój konfesjonał
Są takie dni, gdy spowiadam się róży
Z moich kolorowych grzechów.
Tylko ona wie jak tętni krew serca
I ból który sprawia kolec zdradliwy.

Są wieczory, gdy pachnie macierzanka
Jej zapach, to moje modły przebaczenia
Moje myśli o pokucie giną bezpowrotnie
W uniesieniu słowiczych trelów o północy

O świcie srebrzą się krople rosy
W murawie, na źdźbłach turzycy
Teraz, z czystym sumieniem, wracam
Niepokorny, do mych snów o miłości

Maraton Poety
Sen trwa. Biegnę w maratonie życia.
We mgle majaczy się odległa meta
Tłum duchów zamarł we wrzawie milczenia
Może to łoskot zmęczonego serca..

Białe chmury ścigają mnie po niebie
Przede mną tylko migoczące cienie
Obietnic, które muszę dziś dogonić
By spełniło się me senne marzenie.

Nagle wiatr daje mi skrzydła anioła
Moje stopy ledwie dotykają ziemi
Biała rysa mety- może przywidzenie
Biegacza zgubionego w kłębach czasu.

Sen stał się jawą, jawa w sen się zmienia
Lśni złoty medal, duma w sercu wzbiera.
Budzę się nagle – goniec z pola bitwy
Duchów zwycięstwo, a moje złudzenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: