Poezja 2009- 2010

Cicha Modlitwa Na Kwiecień
Modlę się, aby ciepłe łzy wzruszenia
Ściszyły twój głos, gdy czytasz te słowa
Aby je porwała ta powrotna fala
Która zaciera ślady na piaskach pamięci
Dni, które przeszły tutaj dawno temu.

Modlę się, abyś na pożegnanie
Chwyciła sierp księżyca
By ściąć dla mnie macierzankę
Na bukiet zmierzchem pachnący.
A potem byś haftowała na kanwie
Tęsknoty ten wzór w hieroglifach
Miłości, której wiosna nie zbudziła
Bo zegar się zatrzymał na cyfrze bezczasu.

Modlę się o twoją ciszę świetlaną;
O tę moją łunę, która zapłonie na niebie
Gdy wejdę pod łukiem tęczy ku bramie
Moich snów niespełnionych
I zbudzę je słowami, nad którymi płakałaś

Jesienne Przyloty i Odloty
Schwyciłem cię w sieć mej tęsknoty
Jak pięknego motyla z tęczy
Tego, który skrzydeł trzepotem
Budzi ze snu wściekłe tajfuny
Na trzech kontynentach

Zwabiłem cię do okna mej duszy
Złotymi okruchami miłości
Przyfrunęłaś do mnie – rajski ptak
Z dziewiczych puszcz odległej wyspy
Na Ziemi Nieznanej

Zniknęłaś mi w słoneczną jesień-
Samotny paździerz żeglujący
W błękicie, gnany zimnym wiatrem.
Nić pajęcza-pielgrzym podchmurny
Na bezkresie nieba.

Kwiat Znikąd
W moim ogrodzie pojawił się kwiat znikąd
Egzotyczny jak ptak, który zgubił drogę
W powrocie z dalekich wędrówek za słońcem.
Jest bezimienny i drżąco tajemniczy
Niespodziewany gość na milczącym progu
Moich wątpliwości: obcy czy przyjaciel
Z dawnych lat zgubionych w mrokach zapomnienia?
Kwiat milczy w odcieniach własnej niepewności.
Patrzę w zadumie na jego skrzydlistny przylot
I nie wiem czy znów mi odleci do nikąd.

Mgła i Mistyczna Zieleń
Pył gwiazd z Mlecznej Drogi rozsypał się mgliście
Na uporczywą zieleń co listopadowo
Nie chce zwiędłej murawy ani złotych liści.
„Mist” szepczą drzewa, z angielska, celowo,
Bo mistycznie i mgliście zwodzą moją jesień
Że zima jest daleko i że wciąż trwa wrzesień.
Zieleń obałamucona angielską mgławicą
Wnet pokryje się szronem i wrota otworzy
Dla białych niedźwiedzi i polarnej zorzy.
Brodząc przez zaspy śnieżne tego blogowiska
Schowam się na zapiecku mego Uroczyska

Na Pożegnanie Okrutnego Kwietnia
Ktoś skradł nam sny. Na pustej wieży
Czas mierzy zegar bez wskazówek
Motyl skrzydłami mgłę maluje
Szukając kwiatów, których nie ma.

Okrutny kwiecień – śmierć, żałoba,
Kirem związane drzew gałęzie.
Popiół na niebie, samoloty,
Trzask połamanych snów i znaczeń.

Maj już migocze na przedprożu
Kukułka wróży dobre lato
Widma odejdą, świat się zmieni
Powrócą sny i duchy Majów.

Noc w Parku
Aleją ktoś niewidzialny
Przeszedl cicho, jak złodziej-
Dwa białe charty-widma
Puścił na łów po ogrodzie.
Cienie czarnych gałęzi tańczą po srebrze ścieżek
Topolom nocny lęk liście szelestne jeży
W gęstwinie pulsuje ciemność
Parkiem biegnie Zwidzenie
Dwa księżycowe charty
Gonią tańczące cienie.

Pas de Deux
Bądź mi obłokiem na moim niebie
Bym cię mogła przywołać wiatru porywem
Bądź mi drzewem , abym mogła usnąć
W twym cieniu znużona żarem życia.
Bądź mi kotem, bym cię głaskała
Gdy usypiasz mnie twoim pomrukiem.

Będę czym chcesz – szepnij twe zaklęcia
Przywołaj balet naszych pas de deux
Przyjdę do ciebie w snach i na jawie
Odwieczny derwisz-wirujący cień

Sen o Dawnych Latach
Prawa półkula szepnęła do lewej
Nie budź go! Niech mu się śnią dawne lata
Zanim życie ścisnęło serce żalem
A łzy wyschnęły w smutnych oczach starca.
Patrz! ten uśmiech zabłąkany z młodych lat
To ptak wracający do gniazda w żywopłocie
Będzie mu śpiewał o beztroskich latach
Na przekór chmurom deszczowego dnia.

Spotkania i Odejścia
Jesteś jak ptak przelotny,
Który pojawia się wiosną
I budzi mnie śpiewem zalotnym.
A potem ścielimy wspólnie
Gniazdo słów jedwabistych.

Mija lato, żar słońca
Ścigamy razem jaskółki i muchy
A jesienią znikasz w odlocie
Żegnając mnie smętkiem żurawim.

Jesteś jak kwiat, który
Kwitnie tylko raz na rok
Nie chcąc, by twoje piękno
Trwało dłużej niż odurzenie
Zapachem wieczornych spotkań.

Jesteś jak biały obłok
Na porannym niebie
Podmuch wiatru – i znikasz
Nieznajoma, lecz bliska.

Uciekinier na Zielonej Wyspie
Zielony pożar na wyspie
Na wyspie głuchej i zimnej
Chmury jak dym wiszą w górze
Wiatr żagle zwinął

Kukułka woła na alarm
Chlorofil pali się w lesie
Wiosna zieloną wikliną
Ogień w korzeniach nieci.

Zjechała straż archaniołów
W hełmach z czystego złota
Wiewiórka rudym płomieniem
Ślizga się po wykrotach

Nakryli pożar zieleni
Obłokiem białym jak oni
Na zieleń upadło niebo
A płomień zniknął w Nirwanie

Wirtualne Złudzenia

Bloguję, więc jestem – chiński cień
Tańczący na białych bezdrożach
Nieistniejącej przestrzeni.
Mój głos to gwizd kosa w hałasie
Dudniących po webie ciężarówek.
Słyszę tylko siebie samego
Błądząc po moich własnych śladach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: